Autor: Sohn Won Pyung

Wydawnictwo: Mova 

Rok wydania w Polsce: 2021

Liczba stron: 224

Gatunek: Young adult

ISBN: 978-83-66967-43-4

„Ludzie nie są w stanie znieść, gdy ktoś się wyróżnia”.

Czy posunę się za daleko, jeśli uznam, że każdy z nas przynajmniej raz w życiu nawet jeśli nie doświadczył tego na własnej skórze, to widział lub słyszał o kimś, kto był dręczony przez rówieśników/rodziców/ludzi, których właściwie nawet nie znał zbyt dobrze? Jaki najczęściej był powód tej nienawiści? Kilka nadprogramowych kilogramów, brak pieniędzy czy może wręcz przeciwnie – zazdrość, bo miał coś, czego nie mieli jego oprawcy? Powodów może być wiele, ale najczęściej osoba dręczona odstaje w jakiś sposób od reszty, dlatego staje się celem. Żaden powód nie jest jednak wystarczająco dobry, żeby traktować kogoś w ten sposób, i jest to jedna z rzeczy, której nigdy nie będę w stanie zrozumieć. Nie można jednak zaprzeczyć, że jest to coś, co ma miejsce. Główny bohater książki „Almond” jest właśnie osobą, która odstaje od reszty społeczeństwa. Staje się wyrzutkiem za sprawą swojej choroby, która sprawia, że nie odczuwa emocji w sposób, w jaki dzieje się to u większości. Nie potrafi on rozpoznawać i nazywać swoich stanów, tak samo słabo radzi sobie z nazywaniem ich u innych ludzi. Nie rozumie, czemu ktoś się śmieje, płacze, wścieka się. Jest z tego powodu bity, wyśmiewany oraz odrzucany, lecz poza fizycznym bólem nie czuje nic więcej.

Sam pomysł na fabułę od początku wydał mi się niesamowicie interesujący. Jeszcze przed rozpoczęciem lektury zastanawiałam się, jak by to było znaleźć się w takiej sytuacji. Nasze życie przepełnione jest przecież różnego rodzaju stanami, które kształtują nas na co dzień. Śmiejemy się, kiedy przydarzy się coś dobrego, płaczemy, gdy jesteśmy smutni, denerwujemy się, kiedy coś nam nie wyjdzie. No i przede wszystkim odczuwamy strach, więc kiedy znajdziemy się w sytuacji zagrożenia, jesteśmy w stanie ratować własne życie. Te wszystkie emocje są czymś, bez czego ciężko nam wyobrazić sobie codzienne funkcjonowanie, a jednocześnie nie poświęcamy im za wiele myśli i z reguły nie analizujemy ich jakoś specjalnie.

U Yunjaego bardzo wcześnie została zdiagnozowana aleksytymia. Osoba na nią cierpiąca ma problem z odróżnieniem emocji od pobudzenia fizjologicznego organizmu oraz trudność z werbalnym opisem przeżywanych przez siebie stanów. Najkrótsza jej definicja brzmi „no words for feelings”.

Całą rodziną chłopaka jest mama oraz babcia, które w związku z jego chorobą martwią się, że zostanie niezrozumiany przez społeczeństwo oraz uznany za odmieńca i odrzucony. Niestety, miały rację, a ludzie nie odpuszczają mu nawet wtedy, kiedy dowiadują się, czego doświadczył podczas swojego krótkiego życia. Wręcz przeciwnie, jest to dla nich kolejny powód do nękania go.

W wieku sześciu lat Yunjae jest świadkiem pobicia i postanawia pomóc dręczonemu chłopcu, więc trafia do najbliższego sklepu i prosi sprzedawcę, żeby zadzwonił na policję. Mężczyzna nie wierzy mu, uznając to za nieśmieszny żart. Pobity chłopak okazuje się synem sklepikarza, a mężczyzna obwinia sześciolatka za całą tragedię, twierdząc, że nie brzmiał wystarczająco poważnie, przekazując mu tę informację, przez co jego dziecko zmarło. Po tamtym wydarzeniu do naszego bohatera przylega opinia dziwoląga, chłopca bez serca. Jego babcia nazywa go pieszczotliwie „małym potworkiem”, jednak matce stan chłopca spędza sen z powiek. Postanawia nauczyć go reagować w określony sposób na różne życiowe sytuacje, a nawet jeśli Yunjae nie będzie czuł w tym momencie nic, wyuczone mechanizmy pozwolą mu wtopić się w tłum i nie odstawać od reszty. Nie zwracamy na to uwagi na co dzień, ale jak istotne jest to, co odczuwamy każdego dnia? Uśmiechamy się, kiedy wypada się uśmiechnąć, płaczemy, kiedy inni płaczą. A to wszystko zbliża nas do ludzi w naszym otoczeniu oraz sprawia, że tworzymy z nimi różnego rodzaju więzi. Nic więc dziwnego, że kobiecie tak na tym zależy, nawet gdyby miało być to tylko pozorne. Ma mu przypominać, jak powinien się zachowywać. Chciałaby, żeby stał się jak najbardziej „normalny”, nie wyróżniał się, był taki jak wszyscy. Chłopiec z biegiem lat zadaje coraz trudniejsze pytania, nie rozumiejąc skomplikowanych relacji i meandrów ludzkich zachowań, czasami całkowicie ze sobą sprzecznych. Kobiecie coraz ciężej na nie odpowiadać, bowiem jak opisać uczucia komuś, kto nigdy ich nie doświadczył? 

W dzień urodzin Yunjaego jego mama oraz babcia stają się ofiarami napaści. Chłopak jest świadkiem całego zdarzenia, ale nie jest w stanie im pomóc. Co więcej, nie jest w stanie nic poczuć. Dwie najważniejsze osoby w jego życiu stają w obliczu zagrożenia życia, a on nie odczuwa nic. Zupełnie nic. Pozostawiony sam, nie ma już nikogo, kto mógłby mu wytłumaczyć zawiłości ludzkich relacji, zachowań czy myśli. Właśnie wtedy jego życie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Pod opiekę bierze go Pan Shim, przyjaciel jego mamy, który prowadzi piekarnię w tym samym budynku (swoją drogą, kolejny piekarz ratujący młodzieńca w opresji, kto czytał recenzję „Piekarni czarodzieja”, ten wie, o czym mówię). Za jego sprawą chłopak poznaje Pana Profesora oraz jego syna Isu, którego wszyscy nazywają Gonem. 

Gon jest zupełnym przeciwieństwem naszego głównego bohatera. Od dzieciństwa życie nie szczędziło mu przykrych chwil, a kiedy wydawać by się mogło, że wszystko będzie szło w dobrym kierunku, po raz kolejny doznaje rozczarowania. Jest on osobą, która odczuwa przez cały czas mnóstwo emocji. Nie przesadziłabym, mówiąc, że dosłownie wylewają się one z niego przy każdej możliwej okazji. Nieważne, czy odczuwa smutek, czy złość, Gon daje upust wszystkim swoim uczuciom. Jest jak ogień, który wybucha gwałtownie i dosięga wszystkiego, co tylko napotka na swej drodze. Na nieszczęście naszego głównego bohatera drogi jego oraz Gona splatają się ze sobą w prawdopodobnie najgorszy możliwy sposób. Szybko jednak okazuje się, że ich znajomość idzie w zupełnie innym kierunku, niż spodziewali się tego nawet sami chłopcy, a obaj mają sobie wiele do powiedzenia. Postać Gona zmusza nas też do zastanowienia się nad tym, jaki istotny wpływ na ludzi ma to, jak traktowani są przez społeczeństwo, jak odbija się na nich to, czego doświadczają. I wreszcie czy to, co otrzymują od nas, nie sprawia, że stają się potworami, za których później ich uważamy.

„Jeden odczuwa aż za dużo, drugi nie czuje nic”.

Książka pisana jest z perspektywy naszego głównego bohatera i to on opowiada swoją własną historię. Mogłoby się wydawać, że opowieść prowadzona przez kogoś, kto nie jest w stanie dobrze definiować uczuć, będzie surowa i mało angażująca, ale jest wręcz przeciwnie. Podczas czytania odczuwałam za głównego bohatera wszystko, czego on nie potrafił poczuć bądź nazwać. Jak na historię o chłopcu z aleksytymią, stoi ona emocjami i tak właśnie ją zapamiętam. Jedną z najmocniejszych stron tej książki jest relacja Yunjaego oraz Gona, która rozwija się nieoczekiwanie, a z powodu oszczędnego języka emocji, jakim dysponuje nasz bohater, jest w tej przyjaźni wiele niedopowiedzeń, które czytelnik musi uzupełnić sobie sam. 

Nie jest to tylko historia o przemianie, ale również o odrzuceniu przez społeczeństwo, o tym, jak ważne dla ludzi jest „bycie normalnym” i dopasowanie się oraz jak traktowane są osoby, które odbiegają od ogólnie przyjętego schematu. Yunjae, jako osoba podchodząca do życia bardziej racjonalnie niż reszta, bardzo dobrze radzi sobie w punktowaniu społecznych sprzeczności, absurdów i zachowań, do których wstydzimy się przyznać na głos. Jego wnioski bardzo często są niepokojące, ale jednocześnie nie można odmówić im słuszności. Jest to powieść bardzo uniwersalna, którą możemy czytać na wiele sposobów w zależności od tego, co jest dla nas ważne czy na jakim etapie naszego życia aktualnie jesteśmy. Za każdym kolejnym podejściem ta książka odkrywa przed nami coraz więcej. Chociaż historia skupia się w głównej mierze na Yunjaem oraz Gonie, jest tutaj wielu innych bohaterów, którzy chwycą nas za serce. Ta opowieść zmusza nas do zastanowienia się nad problemami, które są ważne, a którym w codziennym życiu nie poświęcamy zbyt wiele uwagi. Bo choć my, w przeciwieństwie do chłopca, jesteśmy w stanie prawidłowo odczuwać i czytać własne emocje, to czy robimy to we właściwy sposób? Czy nasza empatia nie działa wybiórczo? Czy obraz nas wszystkich, jako społeczeństwa, nie okazuje się bardziej mroczny, niż chcielibyśmy to przyznać? 

„Ludzie ignorują tragedie rozgrywające się gdzieś daleko, bo nic nie mogą zrobić, ale też nie reagują, gdy do tragedii dochodzi pod ich nosem, bo się boją. Większość osób ma uczucia, ale nie podejmuje działań. Ludzie mówią, że są pełni współczucia, lecz mają krótką pamięć. Z tego, co mi się wydaje, nie tak wygląda prawdziwe współczucie”.

  – „Almond”, Sohn Won Pyung

„Almond” naprawdę dobrze się czyta. Język jest przyjemny, a dialogi żywe. Autorka świetnie radzi sobie również w stopniowym ukazywaniu przemiany naszego młodzieńca właśnie za pomocą języka, którym opisuje on otaczającą go rzeczywistość. 

Niestety, końcówka książki odstaje od rewelacyjnego początku i na jego tle wypada trochę blado. Im bliżej zakończenia i punktu kulminacyjnego, tym bardziej siadało tempo, przez co ten jak by nie patrzeć najważniejszy moment historii, do którego wszystko prowadziło, nie wybrzmiał tak dobrze, jak można było się tego spodziewać. Nie takiego zakończenia tej opowieści się spodziewałam, ale poza zgrzytami na „ostatniej prostej” jest to lektura warta polecenia. Gwarantuję wam, że podczas czytania zajrzycie w zakamarki swojej duszy, o których nie mieliście pojęcia. 

~ Welma

„Rodzice wiążą z dziećmi wielkie nadzieje. Ale gdy te się nie spełnią, zaczynają chcieć, żeby dzieci były zwyczajne. Myślą, że to łatwe. Tymczasem, synu, bycie zwyczajnym to najtrudniejsza rzecz na świecie”.

     – „Almond”, Sohn Won Pyung

Przeczytaj inne artykuły tej serii:

6 komentarzy:
  1. reiaoki
    reiaoki says:

    Dziękuję za jak zwykle intrygującą lekturę. I to nie mam na myśli książki, której jeszcze nie czytałem, a samą recenzję. 🙂
    Nie wiem czy się nie mylę, ale to mi wygląda na najdłuższą recenzję naszej drogiej Welmy. Widać, że Cię ta historia poruszyła…

    • Welma says:

      A ja jak zwykle dziękuję za obecność i komentarz. Jeśli przekonasz się również do książki to chętnie przeczytam czy Tobie przypadła do gustu.
      Chyba masz rację… jest to na pewno jedna z dłuższych moich recenzji, a możliwe że i najdłuższa. Chociaż w ogóle się na to nie zanosiło bo jeszcze w życiu nie miałam takiego problemu z napisaniem czegoś i szło mi to niesamowicie mozolnie. Ciężko mi było ubrać w słowa emocje jakie wywołała we mnie ta książka, ale potem już jakoś popłynęłam 😀

  2. NiebieskaStokrotka
    NiebieskaStokrotka says:

    Zastanawiałam się, czy sięgniesz po tę powieść, powyższa recenzja bardzo mnie ucieszyła 🙂

    Spoiler Pokaż

    Dziękuję za podzielenie się myślami! <3

    • Welma says:

      Nie słyszałam o serialu o którym wspominasz chociaż podejrzewam, że jest to mój wielki błąd…
      Bardzo prawdopodobne, że masz rację, że tak to miało wyglądać, chociaż kiedy już faktycznie zaczął czuć liczyłam na eksplozję tych emocji (może nie takiej w stylu Gona, haha)
      Gon jest też jedną z ciekawszych postaci jakie spotkałam w ostatnim czasie podczas czytania. Mimo tych wszystkich rzeczy, które robi nie można nie czuć do niego sympatii i w pełni rozumie się przywiązanie Yunjae do niego (chyba, że tylko ja tam mam)

  3. szymki says:

    Dlaczego podejrzewałam, że kolejna recenzja będzie o tej historii?? 🙂 Cieszę się z nowej pozycji i nie ukrywam… Ty już wiesz @Welmo ..dlaczego, to kolejna pozycja na liście. Czytając jednak Twoją recenzję pomyślałam jednak o czymś innym. Czasami „brak” uczuć lub ich nadmiar w życiu realnym też nie pomaga. Fakt, iż w danej sytuacji płaczemy ( a nie powinniśmy) nie świadczy, że jesteśmy mazgajami lub też nie okazywanie łez w trakcie traumy nie świadczy o tym, że jesteśmy bez uczuć… Jak mówiła moja babcia ” zawsze d…a jest z tyłu”….
    Dziękuję za Twoją recenzję… chyba muszę przedłużyć L4 tylko nie wiem, czy na swoje recenzje do pisania czy Twoje propozycje do czytania 🙂

    • Welma says:

      Ah, jestem taka oczywista! Niestety nie mogę się powstrzymać kiedy wychodzi taka kusząca świeżynka
      Dokładnie tak jak mówisz Szymki, w przypadku naszego bohatera ten brak uczuć był źródłem jego kłopotów, a i Gon z ich nadmiarem nie miał zdecydowanie łatwo…
      Świat uczuć pozostaje dla ludzi niezmiennie wciąż niewystarczająco zbadanym tematem 😉
      Hahaha, proponuję się nie ograniczać i przedłużyć je zarówno na czytanie jak i na pisanie

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz