Autor: Yōko Ogawa

Tytuł oryginalny: 寡黙な死骸みだらな弔い

Wydawnictwo: Tajfuny

Rok wydania w Polsce: 2020

Pierwsze wydanie: Japonia, 1998

ISBN: 9788395530081

Liczba stron: 176

Groza niejedno ma imię

Jeżeli ktoś z was czytał moją poprzednią recenzję książki pani Yoko Ogawy, to wie, jak bardzo byłam nią zachwycona. Nie powinno więc dziwić, że postanowiłam zabrać się za kolejną jej książkę tak szybko, jak to tylko możliwe. Za sprawą wydawnictwa Tajfuny pod koniec listopada na polskim rynku pojawiła się „Grobowa cisza, żałobny zgiełk” i niemal natychmiast trafiła w moje ręce. W dalszym ciągu miałam w pamięci emocje, jakie wywołało „Ukochane równanie Profesora”, i  nie mogłam odmówić sobie tej przyjemności. Byłam ciekawa, czy autorce uda się rozkochać mnie po raz kolejny, chociaż wiedziałam od samego początku, że tym razem nie będzie to urocza opowieść, rozgrzewająca od środka jak kubek ciepłej herbaty.

Książka jest opisywana jako powieść szkatułkowa, zawierająca 13 opowiadań grozy (w moim egzemplarzu jest tylko 11 opowiadań, nieważne, ile razy tę książkę przejrzę, a w angielskim wydaniu tytuł brzmi „Eleven Dark Tales”, więc podejrzewam niedopatrzenie ze strony polskiego wydawnictwa). Wszystkie opowiadania  z pozoru mogłyby wyglądać na niepowiązane, zupełnie niezależne od siebie historie, jednak przyglądając się bliżej, możemy dostrzec misternie tkaną przez autorkę sieć powiązań. Często są to delikatne, ledwo widoczne nitki łączące ze sobą historie za pomocą owocu, zwierzęcia, osoby, która przemyka gdzieś w tle. Z każdą opowieścią ten świat staje się pełniejszy, zupełnie jakbyśmy wyciągali kolejną laleczkę z ciała matrioszki. Tak jak w „Ukochanym równaniu Profesora”, możemy niemal dotknąć niepowtarzalnego klimatu, jaki roztacza w swoich historiach Yoko Ogawa. Mimo że używa ona oszczędnego języka i po raz kolejny nie uświadczymy tutaj kwiecistych opisów przyrody czy buchających emocji, to w tym wszechobecnym spokoju niesie się echo skrywanych głęboko pod skórą uczuć. Nie są to opowieści grozy, które mają za zadanie nas przestraszyć. Nie spotkamy tutaj duchów czy psychopatycznych morderców na miarę Kuby Rozpruwacza, a ludzi na pozór tak zwykłych, że moglibyśmy codziennie mijać ich na ulicy. Groza tej książki przedstawia się w postaci bohaterów, którymi zawładnęły niezdrowe żądze, zazdrość, chciwość, tęsknota za tym, co bezpowrotnie utracone. Każde z tych uczuć jest dla bohaterów destrukcyjne, nie potrafiąc nad nimi zapanować, zapadają się oni w mrok. Spotkamy tutaj między innymi matkę, która przychodzi do cukierni kupić tort na urodziny syna, kaletnika szyjącego torbę na ludzkie serce oraz staruszkę uprawiającą marchewki rosnące na kształt ludzkich dłoni. Nie znamy imion naszych bohaterów, ale w moim przypadku oddziałuje to jeszcze silniej i mogę łatwiej się z nimi utożsamić. Niewielu jest przecież takich, którzy z całą pewnością mogliby stwierdzić, że nie ma w ich duszy ciemniejszych plam. Niestety, nie każdy potrafi oprzeć się własnym potworom, a wtedy tragedia jest już tylko o krok. Nie mamy tutaj szczegółowo określonych miejsc, nazw miast czy ulic, żadnych dat, więc mogą być oni kimkolwiek, gdziekolwiek. Jest tutaj mnóstwo niedopowiedzeń, historie są mgliste, intrygujące, a autorka zostawia czytelnikowi sporo miejsca na własne odczucia oraz interpretacje. Na kartach książki poznajemy wiele postaci, ale jedną z najbardziej interesujących wydaje mi się pisarka, która w odróżnieniu od reszty postaci przewija się praktycznie przez całą książkę. Poznajemy ją jako młodą kobietę, początkującą autorkę opowiadań, później jako dorosłą, a w końcu słyszymy o niej jako o staruszce chodzącej wszędzie ze swoimi rękopisami z obawy, że zostaną skradzione. Z posłowia napisanego przez autorkę jestem skłonna uwierzyć, że to sama Yoko Ogawa przemyka pod postacią pisarki przez karty historii, tak jak inni bohaterowie walcząc z głęboko ukrytymi demonami.

Mamy tutaj jedenaście opowieści, więc ciężko, żeby każda z nich była tak samo dobra, jednak momentami przepaść jest dla mnie zbyt duża. Jest kilka perełek, które sprawiają, że ta książka tak mi się podobała, a na nieobecności niektórych nie straciłaby praktycznie wcale, a ja już w tym momencie nie potrafię ich sobie przypomnieć. Jeśli nie jesteście fanami takiego surowego, oszczędnego języka, a momentami wręcz po prostu prostego, to również możecie się w tej książce niestety nie odnaleźć. Dla mnie jest on sprawcą całego tego klimatu i magicznej aury, która w głównej mierze zostaje z czytelnikiem po lekturze.

Co mogę powiedzieć? Po raz kolejny się zakochałam. Jest to jednak miłość dużo trudniejsza i nie tak oczywista jak w przypadku „Ukochanego równania Profesora”. Nie uważam też, żeby każdy zakochał się w tej książce tak samo jak ja. Ma ona swój urok, ale ktoś inny, kto nie jest fanem takiego opowiadania historii, bardzo się od tej książki odbije. Ogawa operuje tutaj symboliką, wszystko jest mistyczne, niejasne, wręcz oniryczne.

Jeśli jednak tak samo jak ja świetnie czujecie się w takich opowieściach, to nie pozostaje mi nic innego, jak powiedzieć: czytajcie!

„- Dobrze, że jest tort truskawkowy… – odezwałam się, wskazując go palcem. – I to jaki. Sam krem i truskawki, bez wydziwiania z innymi owocami, galaretkami i sztucznymi figurkami. Biszkopt z prawdziwego zdarzenia.

– Oj, święte słowa. Ręczę za ten tort. To tutejsza specjalność. Wszystko dlatego, że do mąki dodają naszej specjalnej wanilii.

– Kupię dla syna. Dziś są jego urodziny.

– Naprawdę? No to wszystkiego najlepszego. Ile lat kończy?

– Sześć. Zawsze sześć. Mój syn nie żyje”.

Yōko Ogawa, „Grobowa cisza, żałobny zgiełk”

Przeczytaj inne artykuły tej serii:

Subskrybuj
Powiadom o
19 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
szymki
szymki
8 miesięcy temu

, dziękuję za kolejny ciekawy tekst o książce. Kolejna obowiązkowa pozycja do czytania. Tak jak piszesz, najgorsze demony drzemią w nas samych. Nigdy ne wiemy w jakich okolicznościach wyjdzie z nas zołza czy śliczna księżniczka i to jest piękne (ale i straszne) w naszym życiu.
Dziękuję za Twoje literki.

Welma
8 miesięcy temu
Reply to  szymki

Koniecznie daj znać czy się podobało
Ja zabieram się właśnie za “The Romance of Tiger and Rose” z twojego polecenia 😀

Alicja 8411
Alicja 8411
8 miesięcy temu

Ciesze się że spotkałam tu recenzje książek,właśnie przerzuciłam się na autorów chińskich np.Ng Kim Chew,Yu Hua,także Yangsze Choo i japońskich np.Kazuki Sakuraba .Chciałabym przeczytać jeszcze coś autorstwa koreańskiego.Jeśli miałabyś coś godnego polecenia czekam na następną recenzje.Pozdrawiam…..

Welma
8 miesięcy temu
Reply to  Alicja 8411

Mam w najbliższym czasie w planach dwie książki Yangsze Choo i kilku autorów koreanskich, więc myślę, ze na pewno znajdziesz coś dla siebie

reiaoki
reiaoki
8 miesięcy temu

Jak to jest zbiór opowiadań, to z definicji nie może być powieścią, nawet szkatułkową. To pewnie rzeczywiście pomyłka, ale rzecz najmniej istotna.
Istotne jest to, że mamy nową recenzję książki, z czego się bardzo cieszę, że autorka “Muzeum ciszy” wydała w Polsce kolejną książkę i oczywiście, że możemy się o niej dowiedzieć na DQ.
Ja brałbym w ciemno, a co dopiero po entuzjastycznym artykule Welmy.

Mam do Ciebie, szanowna autorko, jedno pytanie, nawiązujące nieco do powyższego posta: co następne w kolejce do recenzji?
Pytam nie bez powodu, bo nadarza się NIEBYWAŁA GRATKA – przeczytać po polsku powieść, na podstawie której powstaje właśnie drama, a z racji chociaż tego,
że drama będzie miała wysokie usłodziakowienie, NA PEWNO doczekamy się jej tłumaczenia!

Welma
8 miesięcy temu
Reply to  reiaoki

Muszę przyznać, że właśnie zaświeciły mi się oczy jak na widok
Promocji w księgarni. Aktualnie jestem trochę do tyłu z dramowym światem.
Co to za kąsek nam się szykuje?
Co prawda miałam już pomysł na kolejną recenzję, ale nic nie stoi na przeszkodzie zmienić plany

reiaoki
reiaoki
8 miesięcy temu
Reply to  Welma

Otóż wyobraź sobie, że to rzeczywiście nie lada kąsek. W fazie produkcji jest wysokobudżetowa drama “Pachinko” na podstawie powieści Lee Min Jin pod tym samym tytułem.
Książka ta ukazała się po polsku (sic!) w 2017 r. nakładem wydawnictwa Czarna Owca.
Jak do tego dodamy, że w dramie wystąpi “Król słodziaków” 🙂 Lee Min Ho, to można iść o zakład, że doczekamy się polskiego tłumaczenia.
Tak więc naprawdę wyjątkowa okazja przeczytać powieść po polsku a potem czekać na dramę na jej podstawie. Co ja już nie omieszkałem zresztą uczynić i sądzę, że lektura może przypaść do gustu odwiedzającym Twój kącik.

Welma
8 miesięcy temu
Reply to  reiaoki

Jestem prostym człowiekiem
Widzę nazwisko Lee Min Ho i już wiem, że będę oglądać
Rewelacyjna sprawa, dziękuję ogromnie za to polecenie
Na pewno przeczytam i podzielę się swoimi spostrzeżeniami

Paulli
Paulli
8 miesięcy temu

Tak się cieszę, że możemy znaleźć serię Recenzji książek na stronie. Bardzo, bardzo za to dziękuję. Niedawno zamówiłam ,,Ukochane równanie Profesora” i teraz czekam aż książka do mnie dotrze.
Tymczasem dowiaduję się o kolejnej książce tej samej autorki, którą warto przeczytać. Chyba szykują mi się kolejne zakupy książkowe 🙂

Welma
8 miesięcy temu
Reply to  Paulli

A ja dziękuję za twój komentarz! Serducho rośnie i daje niesamowitą radość, że ktoś poświęca chwilę na mój kącik
Życzę Ci dobrej lektury ♡
Moje książkowe zakupy zaczęły być takim szaleństwem, że z bólem serca przerzuciłam się na abonament na czytniku ebooków. Na legumi jest teraz tydzień darmowego testowania aplikacji, więc można przeczytać obie książki Pani Yoko Ogawy za darmo 🙂

marysia70
marysia70
7 miesięcy temu
Reply to  Welma

Ja jestem starej daty… Książka MUSI być papierowa!

reiaoki
reiaoki
7 miesięcy temu
Reply to  marysia70

A ja z kolei uważam, że nie ma to jak długi spacer z dobrym piwem w plecaku i ciekawą książką w słuchawkach! 🙂

Welma
7 miesięcy temu
Reply to  reiaoki

Rewelacyjne jest to, że mamy teraz tyle możliwości wyboru i każdy może czytać jak lubi

reiaoki
reiaoki
7 miesięcy temu
Reply to  Welma

Święte słowa!

Paulli
Paulli
8 miesięcy temu
Reply to  Welma

Oj znam ból książkowego szału zakupów. Dodatkowo bardzo ciężko mi się przerzucić na ebooki, bo cóż zrobić- kocham książki w wersji papierowej. 🙂 Chociaż domownicy czasem się skarżą, że trochę miejsca zaczyna brakować na półkach.
Może uda mi się przełamać i wypróbuję legimi(dziękuję za polecenie aplikacji!)
Tymczasem czekam niecierpliwie na kolejny wpis w Recenzjach książek Welmy i kolejny tytuł do poznania! 🙂

marysia70
marysia70
7 miesięcy temu

Droga Welmo, przepraszam, że odzywam się z lekkim opóźnieniem… Zapewniam jednak, że niczym zakochany młodzieniec, śledzę Twoje ruchy na tej stronie i codziennie wypatruję kolejnej recenzji!
Gdy wiele, wiele lat temu szukałam po księgarniach i bibliotekach literatury z Dalekiego Wschodu, natknęłam się praktycznie na pustkę! A może był to skutek mieszkania w małym mieście!? Aż mi głupio, że nie miałam pojęcia, ze w tej kwestii tak wiele się zmieniło!
Twoja recenzja sprawiła, że się lekko zdenerwowałam! Po przeczytaniu (z Twojego polecenia) Profesora, zamówiłam sobie Grobową ciszę u Mikołaja i…dostałam Dziewczynę z Konbini.
Konbini też mnie zachwyciło, jednak czekanie na książki proponowane przez Ciebie jest takie trudne! Tym bardziej, że”Czerwony cytacik” to strzał w dziesiątkę! Od razu chce się czytać! 🙂
Dziękuję Ci za kolejną recenzję i za to, że dzielisz się z nami swoją pasją! Nie mam w swoim otoczeniu ludzi, zaintrygowanych kulturą i literaturą Azji… Cieszę się więc, że jesteś…
P.S
Czy Ciebie także zachwycają te okładki???

Welma
7 miesięcy temu
Reply to  marysia70

Dziękuję za tyle miłych słów!♡
Coraz więcej wydaje się u nas książek z Dalekiego Wschodu i ogromnie mnie ten trend cieszy bo warto po nie sięgać
Moja lista książek o których chcę wam opowiedzieć co chwilę robi się dłuższa, haha
Myślę, że nie masz co się gniewać na Mikołaja bo “Dziewczyna z konbini ” to jedna z moich ulubionych książek i jest warta poświęconego jej czasu.
Cieszę się, że odnalazłaś się w moim kąciku
Ja również nie mam zbytw wielu osób w swoim otoczeniu z którymi mogłabym porozmawiać na temat książek, więc padło na was, haha ♡
P.S
Tak!! Okładki są absolutnie w moim stylu i jestem w nich zakochana

marysia70
marysia70
6 miesięcy temu

Mam, droga Welmo! W końcu mam tę książkę i czytam… Choć może uczciwiej będzie powiedzieć- chłonę bez opamiętania!
Zgadzam się z Twoimi wszelkimi opiniami na temat tej pozycji. Te opowiadania są tak różne…Szczypta horroru, ziarno dramatu psychologicznego a nawet – w moim odczuciu – niezły kawał groteski!
Świetnie się czyta, zwłaszcza jak doda się do tego zabawę w przewidywanie “Do czego nawiąże autorka w kolejnym opowiadaniu”! Jak do tej pory kiepska jestem w tym przewidywaniu… każde kolejne zaskakuje!
W moim odczuciu nie jest to jednak powieść szkatułkowa!
Łańcuszkowa może i tak… ale nie szkatułkowa 🙂
Życząc zdrowych świąt, serdecznie dziękuję, że znalazła się wśród Twoich recenzji, a co za tym idzie…na mojej półce.

Welma
6 miesięcy temu
Reply to  marysia70

Myślę, że fakt, że autorka nie przestaje Cię zaskakiwać jest najlepszą reklamą tej książki! Ogromnie się cieszę, że przypadła ci do gustu, takie słowa są dla mnie najlepszym motorem do wyszukiwania dla was kolejnych wartych przeczytania pozycji.
Zdrowych i wesołych świąt dla Ciebie również kochana 😀 Dziękuję Ci za twoją obecność i ciepłe słowa

4.5 2 votes
Article Rating