Autor: Karolina Bednarz

Gatunek: Reportaż

Pierwsze wydanie: 25 kwietnia 2018 roku

Drugie wydanie: 3 kwietnia 2019 roku

Liczba stron: 328

Wydawnictwo: Czarne

ISBN: 978-83-8049-669-9

O Japonii powiedziano już wiele. Powstały na jej temat tysiące publikacji, zaczynając od książek, poprzez gazety, a kończąc na kontrowersyjnych artykułach, na które możemy trafić w Internecie. Setki przewodników, programów podróżniczych czy nawet filmów, które możemy znaleźć w serwisie Youtube. Ludzi Zachodu Japonia fascynuje niezmiennie jako ten egzotyczny, zupełnie inny od naszego świat. Kojarzy się nam z kwitnącymi kwiatami wiśni, sushi, pięknymi kobietami w kimonach czy zapracowanymi mężczyznami. Oglądamy anime, czytamy mangę, z wypiekami na twarzy śledzimy japońskie seriale czy słuchamy ich muzyki. Ilu ludzi, tyle skojarzeń. Czy w takim razie o Japonii można jeszcze powiedzieć coś nowego?

Karolina Bednarz jest absolwentką japonistyki na Uniwersytecie Oksfordzkim oraz autorką bloga W Krainie Tajfunów. Swoją książkę poświęciła kobietom – temu, jak widzą i odbierają świat, w którym żyją. Możemy poznać ich myśli i uczucia wobec tradycji, społecznych oczekiwań i konwenansów. Każdy rozdział opowiada nam o innym zjawisku bądź też oddaje głos innej bohaterce. Autorka prowadzi nas, zaczynając od historii kobiet, które wiele lat temu walczyły o prawo do edukacji, równość, możliwość podjęcia pracy. O kobietach drugiej wojny światowej, które cierpiały dla dobra kraju, który je piętnował. Wsłuchujemy się w opowieści odrzuconych, zdradzanych, dyskryminowanych – tych, którym nikt nie udzielił głosu. Poznajemy również te, które nie są w stanie dopasować się do społecznych oczekiwań, hierachii panującej w japońskim społeczeństwie czy obyczajów. Matki, żony, artystki, aktywistki. Kwiaty Japonii.

Żaden kraj nie jest idealny, Japonia nie jest w tym przypadku wyjątkiem, a jej społeczeństwo boryka się z wieloma problemami. Podczas lektury bardzo starałam się powstrzymać od swojej oceny pewnych zjawisk czy schematów zachowań. Niestety, nie mogłam uciec od porównywania sytuacji japońskich kobiet do tej, z którą mamy do czynienia w naszym kraju. Bywały momenty, kiedy rozszerzałam oczy ze zdziwienia, dowiadując się o sprawach, o których nie miałam zielonego pojęcia, o których nikt nie pisał w kolorowych czasopismach i nie mówił w telewizji – często były to tematy niechętnie poruszane przez samych Japończyków. Miewałam również sytuacje, kiedy konkretne zjawiska mogłam przenieść na nasze polskie podwórko, uświadamiając sobie, że niektóre problemy japońskich kobiet oraz japońskiego społeczeństwa, mimo że tak od nas różnego, dotykają również nas. Czasami życzyłabym sobie, żeby któryś z rozdziałów był dłuższy czy bardziej wyczerpujący, szczególnie kiedy autorka opowiada o problemach, których wcześniej nie znałam bądź nie są one tak zakorzenione w społecznej świadomości z różnych powodów. Nie jest to na pewno książka łatwa, mnie samej często ciężko było brnąć dalej, chociaż forma i styl pisania autorki nie stoi na przeszkodzie. Treść właściwa książki posiada niecałe 260 stron, a wciąż bywały dni, kiedy nie mogłam przeczytać więcej niż jednego rozdziału, a później i tak kończyłam, wpatrując się w sufit i rozmyślając o kobietach z odległej o tysiące kilometrów ode mnie Japonii. Oczywiście, wiedziałam od samego początku, że ta lektura może wywołać we mnie takie emocje; na samej okładce informuje się nas, że autorka w swojej książce przygląda się Japonii krytycznym okiem. Warto o tym pamiętać, sięgając po tę pozycję.

Odpowiadając na pytanie, które zadałam: tak, o Japonii można jeszcze opowiedzieć. A czytając „Kwiaty w pudełku”, ma się pewność, że takie historie warto opowiadać i warto się do nich zbliżyć. Nie chcę opowiadać wam zbyt wiele o fabule, sama koncepcja książki jest przejrzysta, a zdradzając więcej, mogłabym zepsuć odbiór treści, jeśli zamierzacie po nią sięgnąć. Jest to rzetelna pozycja, w którą autorka włożyła swoje serce. Podczas lektury jest ona nam przewodnikiem, tłumacząc społeczne konwenanse, tło historyczne, ale również razem z nami odczuwa historie opowiadane przez japońskie kobiety. Ma się wrażenie, że jest ona pełna szacunku dla swoich rozmówczyń, a jednocześnie nie boi się powiedzieć pewnych rzeczy wprost. Mimo że stara się nie wyrażać swojego zdania otwarcie, możemy pewne sprawy wyczuć na kartach książki. Zupełnie nie przeszkadzał mi ten zabieg, a czasem wręcz dodawał otuchy. Oczywiście, nie jest to też tak, że podczas czytania tej książki ukazuje się nam obraz Japonii jako piekła, w którym nie jest możliwe, by kobiety oraz dziewczęta były szczęśliwe. Karolina Bednarz przedstawia nam różne kobiety, ale każda z nich jest przede wszystkim odważna. A Japonia pełna jest odważnych kobiet zdolnych opuścić tytułowe pudełko.

„Nadszedł dzień, aby ruszyły góry,

Mówię, ale nikt mi nie wierzy.

Przez ten czas góry spały,

Ale dawno temu tańczyły z ogniem.

Nieważne, czy w to wierzysz,

Jednakże powinieneś uwierzyć w to:

Wszystkie śpiące kobiety budzą się ze snu”

– Akiko Yosano

Przeczytaj inne artykuły tej serii:

8 komentarzy:
  1. reiaoki
    reiaoki says:

    Bardzo się ucieszyłem z kolejnej odsłony książkowych recenzji. Zwłaszcza, że pojawił się tytuł, który jest i na mojej (niestety wciąż kurczącej się) liście nieprzeczytanych książek o Japonii.
    Trochę mina mi rzedła, jak zacząłem czytać opis szanownej Welmy, bo omawiana książka zaczęła mi się jawić jako feministyczny manifest dokumentujący cięzki los japońskich kobiet en masse. Na szczęście końcowe wyjaśnienie, że nie jest to opis „piekła kobiet” trochę mnie uspokoił. Nie żebym był nieczuły na los płci pięknej, mam tylko niemiłe doświadczenia z niesławnej pamięci książką „Japoński wachlarz”, pełnej błędów i tendencyjnego feministycznego zacietrzewienia.
    Przydałaby się może w recenzji garść konkretnych przykładów, co to za kobiety, jakie miały m.in. doświadczenia, coś konkretnego. No ale to sobie już sam sprawdzę, bo z lekturą, jako rzekłem, mam się zamiar zapoznać.
    Dziękuję!

    • Welma says:

      Zastanawiałam się czy nie umieścić tego w recenzji, uznałam jednak, że może zdradziłabym zbyt wiele, wchodząc głębiej w omawiane przez autorkę tematy. Natrafiłam w Internecie na wiele komentarzy sugerujących, że autorka przedstawia Japonię jako piekło kobiet, miejsce w którym nie da się żyć szczęśliwie. Czytając sam opis widzimy, że będzie to spojrzenie krytyczne na japońskie społeczeństwo. Jestem jednak zdania, że mądry czytelnik jest świadomy tego, że podobną książkę, traktującą o wadach jakiegoś społeczeństwa można napisać na temat każdego kraju. A tą publikację potraktuje jedynie jako dodatkowe źródło informacji o pewnych zjawiskach.

  2. marysia70
    marysia70 says:

    Już jakiś czas temu przeczytałam tę książkę… Od godziny próbuję się do niej ustosunkować i nie potrafię! W moim odczuciu była bardzo subiektywna. To nie była rozmowa z losowo wybranymi kobietami, ale zebranie w pudełku prawie samych połamanych i poszarganych kwiatów!
    I to jest mój jedyny zarzut do tej książki.
    Nie twierdze, że opisane w niej losy kobiet nie są prawdziwe. Twierdzę, że ważny temat, potraktowany zbyt stronniczo, stał się dla mnie niewiarygodny!
    Nie jestem pewna czy wyraziłam się dość jasno…
    Myślę, że o kobietach z każdego kraju, można napisać dokładnie taką samą książkę!
    Na półce obok Kwiatów w pudełku stoi też nieprzeczytany Japoński wachlarz. Reiaoki zaintrygował mnie swoim komentarzem…bo całkiem lubię książki Joanny Bator.

    Welmo, nawet nie wiesz jak często sprawdzam czy nie pojawiła się Twoja nowa recenzja! Zachwycona Ukochanym równaniem profesora kazałam sobie kupić w świątecznym prezencie Grobową ciszę i Niedźwiedziego boga! Daj znać czy warto i pisz kobieto…pisz….

    • reiaoki
      reiaoki says:

      Marysiu,w sieci znajdziesz nawet stronę, na której ktoś mieszkający w Japonii wylicza co większe błędy pani Bator. Zawstydzająca i przerażająca na na swój sposób lektura. Kobieta do wszystkiego podchodziła albo powierzchownie albo naginała rzeczywistość do swoich tez.
      Zresztą autorka chyba wzięła sobie do serca krytykę, bo potem ukazał się „Japoński wachlarz.Powroty” – poprawiona wersja… Nie ośmieliłem się sprawdzać.
      Niemniej jeśli chodzi o reportaże o Dalekim Wschodzie to „Japoński wachlarz” jest literaturą najgorszego sortu, obok chyba tylko „Kretynki w Chnach’.

    • Welma says:

      Myślę, że taka była koncepcja autorki i jej pomysł na tą książkę. Oczywiście, pod koniec zostawia ona parę słów otuchy od siebie, lecz tak jak pisałam momentami okropnie ciężko było mi przebrnąć przez tą książkę, nie dostając chwili wytchnienia w postaci jakiejś łagodzącej serce opowieści o tej pozytywnej i pięknej stronie japońskiego społeczeństwa. Nie da się ukryć, że chciała ona opowiedzieć konkretne historie, które pasowałyby do toru jaki sobie obrała. Absolutnie się z Tobą zgadzam, że taką książkę można napisać o kobietach z każdego kraju, ponieważ nie istnieje społeczeństwo które nie ma problemów. I warto o tym pamiętać.

      Jest mi ogromnie miło słyszeć takie słowa i aż chce się pisać! Ja również poluję na Grobową ciszę, więc myślę, że niedługo będziemy mogły wymienić się wrażeniami.

  3. joreth
    joreth says:

    Japonia jest specyficznym krajem w ogóle. Z jednej strony bardzo bogatym artystycznie , twórczo, filozoficznie a z drugiej bardzo surowym czasem można by było powiedzieć, że wręcz bezdusznym, w końcu wśród Japończyków króluje przeświadczenie albo robisz coś w 100% albo nawet nie zaczynaj. Nie porównałabym jednak sytuacji japońskich kobiet do naszych, my jeszcze mamy (może ostatnimi tchnieniami) ale jeszcze całkiem dobrze. W Japonii (jak zresztą w wielu krajach azjatyckich) kobieta znaczy mniej, znacznie mniej od faceta. Zresztą oglądając japońskie dramy można zwrócić uwagę na sposób w jaki sposób przedstawiane są kobiety i w jaki sposób mężczyźni. Trzeba zaznaczyć, że japońskie kobiety nie mają w zwyczaju stawiać się innym w sposób otwarty, chociaż jak wszędzie zdarzają się wyjątki. Możliwe, że wiecie, ale wiele z japońskich kobiet ucieka do krajów, gdzie według nich będą lepiej traktowane, zarówno w pracy jak i w związku. Kiedyś mój kolega z Korei opowiadał mi, że istnieją nawet japońskie biura matrymonialne w Korei do zapoznawania tylko i wyłącznie japonek… Tak sobie myślę, że kobiety czy to azjatyckie czy to europejskie czy z jakiegokolwiek kontynentu po prostu muszą toczyć mniejsze czy większe walki o swoje prawa, dlatego, że zawsze znajdzie się jakiś facet (gorzej jak jest to cała grupa) z kompleksem, który chce znaczyć coś więcej…

    • Welma says:

      Niestety jest to prawda i jest to również wątek poruszany przez autorkę w książce, kiedy to kobiety wyjeżdżają z kraju, żeby żyć z drugą kobietą bez przeszkód, lub po prostu móc wyrażać siebie. Na szczęście powoli się to zmienia, dlatego mam nadzieję, że nie braknie im odwagi by o te prawa walczyć.

      • joreth
        joreth says:

        W ogóle w krajach azjatyckich z tymi prawami kobiet i samą walką kobiet jest dość słabo. Może wydać się to dziwne, czasem wręcz śmieszne w czasach, gdzie dostęp do elektroniki jest duży i kobiety azjatyckie całkiem biegle się nią posługują to jednak postęp kobiet w sensie mentalnym duży nie jest i to zakorzenione jest głęboko nie tylko w religii ale i kulturze, która jest znacznie starsza od europejskiej. U nich bardzo mocno twi w głowach, że kobieta powinna być zależna od mężczyzny, powinna na nim polegać, pokładać w nim wiarę, kobieta może mieć własne zdanie, ale ostateczne decyzje może podjąć mężczyzna. Przypuszczam, że to też wynika z tego, że u nich (zresztą i w Korei również) nie istnieje coś takiego jak dobro jednostki, dla nich liczy się dobro ogółu, społeczeństwa. Każdy wyskok pojedynczych osób jest tłamszony, piętnowany. Często kobiety, które chcą zrobić coś w inny niż przyjęto to robić sposób szybko sprowadzane są do parteru, bo rola kobiety według kultury i wiary jest ściśle określona. Kiedyś Tochman w jednym z artykułach pisał, że u nich nauka nie wyklucza się z wiarą i kulturą, funkcjonuje wciąż na tym samym poziomie.

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz