Tytuł: „Pachinko”

Autor: Lee Min Jin

Wydawnictwo: Czarna Owca

Pierwsze wydanie: 2017 rok

Rok wydania w Polsce: 2017

Liczba stron: 576

ISBN: 978-83-8015-569-5

„Wygranych może być tylko kilku, przegranych zaś cała masa. Mimo to wszyscy gramy dalej, bo każdy z nas ma nadzieję, że jemu akurat się poszczęści”.

Na wstępie muszę się wam przyznać, że sagi rodzinne nie są czymś, po co sięgam jakoś wybitnie często. Jeśli mnie pamięć nie myli, przed „Pachinko” tylko raz miałam okazję czytać tego rodzaju powieść i było to lata temu. Wspominałam ją bardzo dobrze, jednak z pewnych przyczyn przez dłuższy czas nie wracałam do tego rodzaju książek. Głównym powodem było to, że należę do grona tych osób, które lubią przywiązać się do bohaterów i towarzyszyć im przez raczej krótszy, ale bardziej intensywny czas. Jakież było moje zdziwienie samą sobą, kiedy sięgając po „Pachinko”, okazało się, że wspaniale mijają mi lata w towarzystwie bohaterów, a moje czytelnicze serduszko potrafi pomieścić ich naprawdę wielu. Polecam więc zrobienie sobie jakiejś pysznej herbatki bądź kawy, co kto lubi, i zapraszam was na podróż w czasie.

Akcja książki toczy się w latach 1910-1989, początkowo w Korei, później Japonii oraz przez krótką chwilę w USA. Naszą historię rozpoczynamy w małej wiosce rybackiej Yongdo, gdzie jedyny syn starszego małżeństwa, Hun, z zajęczą wargą i szpotawą stopą, ale za to o łagodnym usposobieniu i wielkiej życiowej mądrości, bierze sobie za żonę młodą Yangjin, z którą prowadzi pensjonat odziedziczony po rodzicach mężczyzny. Małżeństwo, jak wiele w tamtym czasie, zaaranżowane było przez swatkę, jednak Yangjin pokochała swego męża szczerze, do końca życia wspominając jego złote serce. Dochowali się tylko jednego dziecka, dziewczynki imieniem Sunja, która była oczkiem w głowie swoich rodziców, a najbardziej ojca. Sunja, z wyglądu pospolita, jednak zawsze roześmiana i pogodna, była dla swojego rodziciela największą pięknością. Po śmierci Huna Sunja razem z matką wspierały się w prowadzeniu rodzinnego biznesu.

Gdy dziewczyna dorosła, spotkała na swojej drodze starszego od niej mężczyznę. Ko Hansu, elegancki, przystojny biznesmen, który choć z pochodzenia był Koreańczykiem, na stałe mieszkał w Japonii. Młoda dziewczyna, odurzona uniesieniami pierwszej miłości, wyobrażała sobie przyszłe życie u boku tego człowieka. Niestety, kiedy zaszła w ciążę, a na jaw wyszły skrywane przez kochanka sekrety, świat dziewczyny się rozpada. Jej szanse na zamążpójście ze względu na niepełnosprawność jej ojca były niskie, jednak kiedy zostanie ona samotną matką, sytuacja będzie przedstawiała się jeszcze gorzej. Strachem napawał ją również fakt, iż nazwisko może dać dziecku jedynie ojciec. Co więc stanie się z jej maleństwem?

W tym samym czasie w pensjonacie prowadzonym przez kobiety pomieszkiwał pastor z Pjongjangu, Paek Isak, który ciężko zachorował podczas podróży do Osaki, gdzie czekał na niego brat Yosep. Dowiedziawszy się o sytuacji, w jakiej znalazła się młoda dziewczyna, postanawia się jej oświadczyć i uznać dziecko za swoje. Razem wyruszają w podróż do Japonii, a decyzja, jaką podjęli, na zawsze odmieniła życie kolejnych pokoleń.

Towarzyszymy rodzinie Sunji i Isaka przez wiele lat. Podczas drugiej wojny światowej oraz długo po niej. Możemy zajrzeć do życia zwykłych ludzi, którzy musieli z całych sił pracować, by utrzymać się na powierzchni, kiedy, jak mogło się wydawać, kończył się świat. Walczyli z głodem, biedą, okupacją. Stawiali czoło każdemu kolejnemu wyzwaniu, jakie szykowało dla nich życie. Czy jednak byli tacy zwyczajni? Nie do końca. W Japonii byli imigrantami. Brudnymi, głośnymi, leniwymi Koreańczykami. Przed wojną oraz podczas niej rodzina Sunji mieszkała w koreańskiej dzielnicy, w ledwo trzymającym się domku pomiędzy wieloma sobie podobnymi. Koreańczycy spali w budynkach zapełnionych po same brzegi bądź razem z trzodą chlewną, którą hodowali. Japończycy nie chcieli wynajmować im lepszych domów i mieszkań, nawet jeśli posiadali pieniądze, żeby sobie na nie pozwolić.

„Pachinko” jest właśnie taką historią. O imigrantach i ich dzieciach, którzy próbują się dopasować, odnaleźć swoje miejsce w świecie, po prostu przetrwać. Każdy z nich próbuje tego na swój sposób. Chociaż raz za razem ten kraj ich odrzuca, oni wciąż próbują. Czytając o tym, jak traktowani byli imigranci z Korei, przybywając do Japonii, nie mogłam nic poradzić na to, że raz za razem pękało mi serce. Nigdy jeszcze nie doświadczyłam przeprowadzki do innego kraju, jednak jestem świadoma tego, że wiąże się to z ogromnym stresem i niepokojem. Kiedy jednak dodatkowo zaczynasz być traktowany jak intruz, porównywany wręcz do zwierząt… ciężko pozostać obojętnym.

Na dalszym etapie historii wciąż towarzyszymy Sunji, którą przeszłość dopada w najmniej spodziewanym momencie, ale również jej szwagierce, szwagrowi oraz synom Noa i Mozasu. Tak jak mówiłam, każdy z nich próbuje dopasować się do życia w Japonii na swój sposób. Noa, spokojny, pilny chłopiec i najlepszy uczeń w klasie, wierzy, że jeśli będzie wystarczająco ciężko pracował, osiągnie sukces. Zostanie bogaty i będzie wiódł dostatnie życie wraz ze swoją rodziną. Jego brat Mozasu, chociaż jest równie uczciwym chłopakiem, zupełnie różni się od brata. Nie ma głowy do nauki, a w szkole jedynie wszczyna bójki, próbując pięścią odpłacić tym, którzy obrażają go ze względu na pochodzenie. Żeby uniknąć dalszych kłopotów, rzuca szkołę i zatrudnia się w salonie pachinko. Nie była to praca, która cieszyła się powszechnym szacunkiem, lecz Japończycy niechętnie zatrudniali Koreańczyków. Czasami był to jedyny sposób, by uniknąć głodu, nawet jeśli miałoby się być niesłusznie posądzanym o kontakty z yakuzą i innymi ludźmi „spod ciemnej gwiazdy”.

W trzeciej części książki opowieść skupia się głównie na życiu Noa oraz Mozasu, rodzin, które założyli, dzieci, przyjaciół. Chociaż mieszkają już w Japonii tyle lat, wciąż doświadczają dyskryminacji. Ciężko wyobrazić sobie, co czuje człowiek, który słyszy, że ma wracać do siebie, bo zabiera pracę i pieniądze porządnym Japończykom. „Ma wracać”? „Do siebie”? Gdzie? Urodził się w Japonii, ma wracać do Korei, której nigdy nie widział na oczy? To tu się urodził, wychował, tu pracuje, płaci podatki i stara się godnie żyć, a jednak wciąż traktowany jest jak intruz, który musi składać wnioski o pozwolenie na pobyt w kraju, w którym przyszedł na świat. W Japonii traktowani jako imigranci z Korei, w Korei zaś traktowani jak Japończycy. Czują się jak bezpaństwowcy, którym ciężko wtopić się w jakąkolwiek społeczność.

Co zrobić, żeby zaczęli traktować cię jak równego sobie? Nieważne, czy jesteś bogaty, czy też biedny. Zawsze będziesz obcy. Zawsze będą wymagać od Ciebie więcej. Jeśli powinie ci się noga, zostaniesz osądzony surowiej. Można pracować ciężko, przykładnie się prowadzić i nie sprawiać problemów, lecz ludzie i tak swoim sposobem uwielbiają generalizować. Przypomną sobie kilku Koreańczyków, którzy nie wywarli na nich dobrego wrażenia, i przypiszą owe złe cechy całej społeczności. Udawać Japończyka? Wyrzec się swoich koreańskich korzeni i starać się przekonać świat i samego siebie, że jest się kimś innym?

Chociaż spotkali na swojej drodze wielu nieprzychylnych im miejscowych, znaleźli się również tacy, którzy nie dbali o ich pochodzenie. Wielu z nich wyciągnęło do nich pomocną dłoń i uczyniło ich życie lepszym.

Książka poza historią emigrantów na obczyźnie niesie ze sobą wiele innych uniwersalnych wartości, takich jak miłość, tęsknota, poświęcenie, nad którymi zawsze dobrze jest chwilę się zadumać.

Jeśli miałabym jednak coś uznać za wadę tej pozycji, to czasem brakowało mi poświęcenia dłuższej chwili na niektóre wydarzenia w życiu bohaterów. Czasem działy się one tak szybko, że nie byłam w stanie odpowiednio odczuć emocji, które autorka chciałaby wywołać w czytelniku. W kilku momentach chciałabym też przeżyć dane sytuacje z bohaterami, a nie jedynie przeczytać o nich z opowieści narratora. Książka byłaby wtedy jeszcze bardziej żywa.

Z tego, co dowiedziałam się z okładki książki o autorce, w latach 2007-2011 mieszkała ona w Tokio, gdzie zbierała materiały do książki, rozmawiając z Japończykami koreańskiego pochodzenia. Jak twierdzi, wydźwięk jej książki zmienił się diametralnie właśnie po przeprowadzce. Wspomina o jednej historii, która wydarzyła się naprawdę, a którą zawarła w swojej powieści, chociaż podejrzewam, że mogło być ich o wiele więcej. Tę książkę chyba właśnie dlatego tak dobrze się czyta. Autorka naprawdę dobrze radzi sobie w opisywaniu świata i realiów otaczających naszych bohaterów, chociaż lata szybko płyną do przodu. Udaje jej się uchwycić niuanse kulturowe, nastroje społeczne i stara się pokazać to wszystko z różnych perspektyw, nie tylko rodziny Paek, ale również związanych z nimi blisko Japończyków.

Na sam koniec chciałabym podziękować @reiaoki za polecenie mi tej książki. Przyznaję, przekonały mnie wieści o nadchodzącej dramie z Lee Min Ho’em, który ma zagrać tam jedną z głównych ról (kolejny powód, żeby sięgnąć po tę powieść, bo będzie to wielkie wydarzenie!), ale pozostanie ona w moim serduchu zdecydowanie z innych powodów.

Miałam problemy z zakupieniem tej książki w formie fizycznej, ale jeśli wy ją znajdziecie bądź lubicie czytanie e-booków, to polecam gorąco. W moim przypadku po wiekach poszukiwań znalazłam ją w okolicznej bibliotece! A jeśli jesteście już po lekturze, to jak zawsze chętnie przeczytam, jakie są wasze odczucia.

– Welma

„(…) Cierpiał, lecz to był w stanie znieść; gorsze było to, że przez niego cierpieli też inni, jego najbliżsi. Zupełnie nie rozumiał, dlaczego musi żyć i myśleć o tych wszystkich złych decyzjach, które podjął, ponieważ w danym czasie wcale nie wydawały mu się takie złe. Czy taki jest już los wszystkich ludzi?”

– „Pachinko”, Lee Min Jin

Przeczytaj inne artykuły tej serii:

Subskrybuj
Powiadom o
12 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
reiaoki
reiaoki
26 dni temu

No to najkrótsza “recenzja recenzji” czyli jednozdaniowa ocena wpisu Welmy:

  • mam nadzieję, że nadchodząca drama będzie tak zajmująca jak Twoja recenzja! 🙂

Pozostaje tylko jedyna kwestia, która mnie nurtuje od przeczytania książki i pierwszych wieściach o obsadzie ekranizacji: jak sądzisz, którą postać zagra popularny Mięcho? Młodszego syna? A może niejednoznaczną postać “przyjaciela i opiekuna” matki i jej rodziny?

Welma
25 dni temu
Reply to  reiaoki

Jednozdaniowa, ale jak serce rośnie! Dziękuję za miłe słowa.

Powiem tak, nie wiem na ile wiarygodne jest zrobione przeze mnie śledztwo, ale wychodziłoby na to, że Mięcho będzie grał “przyjaciela i opiekuna”. Co muszę powiedzieć, absolutnie mnie zszokowało. Widziałabym go właśnie raczej w postaci młodszego syna. Chociaż taki dobór obsady sprawia, że jestem niesamowicie ciekawa jak odnajdzie się w tej roli. Nie wiem też na jakiej zasadzie będzie prowadzona ta historia bo odcinków ma być chyba tylko osiem (ponownie, to tylko informacje, na które gdzieś tam trafiłam w Internecie), być może będzie podzielona na sezony.

reiaoki
reiaoki
24 dni temu
Reply to  Welma

To ma sens, bo wtedy popularny Mięcho grałby właściwie przez całą dramę, od pierwszego odcinka, nie czekając, aż jego bohater się urodzi i podrośnie. 🙂 Z drugiej strony ta akurat rola to byłoby może jedno z największych wyzwań w karierze aktorskiej tego sympatycznego przecież wykonawcy…

Welma
24 dni temu
Reply to  reiaoki

To prawda, chociaż w dalszej części jego postać mocno się starzeje, więc… no jestem ciekawa ogromnie jak to zostanie rozegrane. Faktem jest, że nie jest to coś do czego nas przyzwyczaił w swoich rolach i nie pamiętam chyba ani jednej jego roli, która mogłaby być dla niego podobnym wyzwaniem (chyba, że nie jestem z czymś na bieżąco)

Już samo to sprawia, że ten projekt jest naprawdę interesujący. Możemy dostać prawdziwy pokaz jego aktorskich zdolności.

Justyna_95
Justyna_95
24 dni temu
Reply to  reiaoki

Z tego co czytałam , i sam aktor mówił to było jego drugie przesłuchanie w karierze do tej właśnie roli ja jestem bardzo ciekawa bo to będzie zupełnie inna rola niż te , które grał dotychczas.

Welma
24 dni temu
Reply to  Justyna_95

Dokładnie tak, drugie i to w dodatku aż po dziesięciu latach! Ah, będzie się działo. Obsadzenie go w tej roli to chyba jedna z ciekawszych rzeczy jaką zaskoczył mnie świat dram w ostatnim czasie. Uwielbiam takie przełamywanie wizerunku i w pewnym sensie też wychodzenie przez aktora ze swojej strefy komfortu.

szymki
szymki
25 dni temu

Uwielbiam Twoje opowieści.
Ta zasługuje na szczególne pochylenie się. Bo tu nie chodzi tylko o problem koreańsko – japoński. Tak mogą (i na pewno) czują wszyscy którzy za chlebem wyjechali do innego kraju. Osiedlili się, pozakładali rodziny, są od dwóch czy trzech pokoleń obywatelami danego kraju a w obecnej dobie okazuje się, że co…. już nie są? Mają wracać? Tylko gdzie właśnie. Kraju przodków nie znają, czasami nawet nie mówią w tym języku a szczątkowe tradycje “odwalają” dla spokoju rodziców i dziadków.
Mam znajomą, 17 lat temu wyjechała za granicę szukając lepszego życia. tam urodziła dwójkę dzieci. Całkiem niedawno dowiedziałam się, że wróciła do Polski, raz, że sytuacja rodzinna była powodem a dwa… niestety, dzieci zaczęły spotykać się z ostracyzmem w szkole. Po powrocie też nie mają lepiej bo tu znów są obcy…. takie kółko zamknięte….
Dziękuję Ci za tekst…. kolejna propozycja na urlop (lub drogę z urlopu 🙂 ).

Welma
25 dni temu
Reply to  szymki

Dziękuję Szymki, jak zawsze. Z przyjemnością czekam na każdy Twój komentarz 🙂
Tak jak mówisz, to nie jest tylko problem koreańsko-japoński. Podobnych sytuacji doświadczają ludzie w każdej szerokości geograficznej. Nawet jeśli sami jesteśmy “u siebie” to czy zawsze traktujemy ludzi przyjezdnych tak jak na to zasługują? Oceniamy ich po czynach czy przez pryzmat ich narodowości?
Przykro się słucha takich rzeczy… szczególnie w odniesieniu do dzieci, które niczym nie zawiniły. Które czują się jakby były w domu, dopóki ktoś ich nie zrani i nie powie, że ich dom jest gdzieś indziej, w miejscu, którego może faktycznie nawet nie znają i nie czują się z nim w żaden sposób związane.
Gdyby książka trafiła w twoje ręce to oczywiście czekam na Twoje spostrzeżenia.

NiebieskaStokrotka
NiebieskaStokrotka
25 dni temu

W tym przypadku jestem przed lekturą, bo nie miałam do tej pory pewności, czy w ogóle sięgać po powieść, zanim Lee Min Ho pojawi się w adaptacji/ekranizacji, ale – choć sagi to też nie moja działka – przekonałaś mnie, by to zrobić 😉
Dziękuję za polecenie!

Welma
25 dni temu

Cieszę się, że udało mi się przekonać Cię do tej lektury. Jestem ciekawa jakie wrażenie na Tobie zrobi, skoro sagi również to nie twoja rzecz. W moim przypadku książka zawsze musi zostać pochłonięta przed ekranizacją, żeby przeżyć ją na nowo, bądź wkurzyć się, zależy w jaką stronę pójdzie cały projekt 😉 Mam jednak dobre przeczucia.

Truskawka07
Truskawka07
20 dni temu

To jedna z moich ulubionych książek 🙂 Mimo iż historia opiera się na relacjach koreańsko-japońskich to jej przekaz wykracza poza to i wywołuje w czytelniku dużo więcej emocji i przemyśleń niż by się mogło na początku wydawać.
Ja kupiłam wersję papierową kilka lat temu w Empiku(jeśli ktoś dalej szuka)
A jak w tym roku dowiedziałam się, że Mięcho zaszaleje z rolą to chyba przeczytam ją jeszcze raz zanim obejrzę ta produkcję, bo jestem bardzo ciekawa jak sobie poradzi z tym wyzwaniem(choć gdzieś czytałam, że miał grać postać Hana, ale może się pomyliłam, bo za szybko by zniknął z ekranu i macie rację, że będzie opiekunem)
P.S. Świetna recenzja 😉

Welma
14 dni temu
Reply to  Truskawka07

Dokładnie tak, chyba największym plusem tej pozycji jest właśnie ta uniwersalność i problemy, które możemy odnaleźć nie tylko w kontaktach koreańsko-japońskich. Im więcej czasu mija od przeczytania tej książki tym cieplej o niej myślę, a to chyba najlepsza rekomendacja jaką można dać.
Teraz już nie mogę doczekać się dramy i mam nadzieję, że szybko przyjdzie nam śledzić losy tych bohaterów na ekranie. 😉

P.S. Dziękuje bardzo, ogromnie miło mi to słyszeć.

5 3 votes
Article Rating