Autor: Gu Byeong-Mo

Tytuł oryginalny: 위저드 베이커리 Wizard’s Bakery

Wydawnictwo: Kobiece 

Rok wydania w Polsce: 2021

Pierwsze wydanie: Korea, 2009

Ilość stron: 225

IBN:9788366815117

Diabelskie ciastko cynamonowe raz!

Jak zareagowalibyście, gdybym powiedziała wam, że istnieje piekarnia, której wypieki potrafią zmienić bieg wydarzeń? Której muffinki pomogą wam w odniesieniu sukcesu w pracy? Ciastko chroniące przed pechem, rogalik, który sprawi, że twój sobowtór pójdzie za ciebie do szkoły i wykona wszystkie przykre obowiązki, kiedy ty będziesz leniuchował w łóżku, czy w końcu diabelskie ciasteczko, które możesz podarować komuś, by powinęła mu się noga. A to wszystko na wyciągnięcie ręki? Odważylibyście się spróbować wiedząc, że każda magia ma swoją cenę?

„Piekarnia czarodzieja” przyjechała do mnie jeszcze cieplutka i pachnąca, więc nie mogłam się powstrzymać i odłożyłam wszystkie moje plany czytelnicze na bok, żeby się za nią zabrać. Widząc tę bajkową okładkę, nie mogłam przejść obok niej obojętnie i nie sprawdzić, czy jej treść jest równie piękna jak to, co możemy zobaczyć na zewnątrz. Dodam, że środek tej książki jest równie niesamowity i jest to po prostu czysta uczta dla oka. Złote zdobienia i elegancki fioletowy kolor idealnie pasują do koreańskiej baśni, którą zapowiada się nam na tylnej stronie okładki.

Książka od pierwszych stron wciągnęła mnie bez reszty. Opisy smakowitych ciast, babeczek, rogalików czy chleba sprawiały, że niemal czułam w nosie te wszystkie zapachy i widziałam oczami wyobraźni uroczą osiedlową piekarnię, która po wejściu zalewa mnie z każdej strony słodkimi pysznościami. Spodziewałam się baśni z rodzaju tych ujmujących, ciepłych, rozgrzewających cię od środka, które czyta się z kubkiem kakao w jakiś deszczowy wieczór. Pomyślałam tak również dlatego, że jest ona zakwalifikowana do literatury młodzieżowej (o czym opowiem więcej w dalszej części recenzji). Okazało się jednak, że ta książka niewiele ma wspólnego z uroczą historią, jakiej można by oczekiwać na pierwszy rzut oka. „Piekarnia czarodzieja” ma do opowiedzenia naprawdę mroczną baśń.

Bohaterem tej historii jest szesnastoletni B., który pomimo swojego młodego wieku przeżył już naprawdę wiele. W wieku sześciu lat został porzucony przez matkę na stacji metra, a niedługo później kobieta umiera. Po śmierci swojej żony ojciec B. żeni się ponownie z kobietą, która określana jest przez niego jako Pani Bae. 

Wielkie marzenia Pani Bae o pięknej rodzinie jak z obrazka rozwiewają się natychmiast, kiedy zdaje sobie sprawę z tego, że jej mąż wciąż nie przestaje wspominać o byłej żonie, a ona bardziej niż partnerką życiową jest w jego oczach gospodynią. Czarę goryczy przelewa fakt, że nie traktuje on jej córki z poprzedniego małżeństwa jak swojego dziecka, używając często określeń „mój syn”, „twoja córka”.  Prowadzi to do wielu spięć, a nagromadzone emocje Pani Bae wyładowuje na dziecku swojego męża. Szesnastolatek, chcąc uniknąć spotkań i posiłków z macochą i jej córką, codziennie udaje się do piekarni za rogiem po coś do jedzenia, chociaż tak naprawdę nienawidzi pieczywa.

Odrzucony najpierw przez matkę, a później przez ojca i jego nową żonę, staje się wycofany i zamknięty w sobie, a z czasem zaczyna się jąkać, co bardzo utrudnia jego codzienne życie. Niestety, nie jest to koniec jego problemów, ponieważ, niesłusznie oskarżony o okropną zbrodnię, zmuszony jest uciekać z domu, a schronienie znajduje z całodobowej piekarni, którą codziennie odwiedzał w drodze do domu. Chłopak szybko się orientuje, że wcale nie znalazł się w zwykłej piekarni, a ekscentryczny piekarz jest tak naprawdę najprawdziwszym czarodziejem. W zamian za schronienie chłopak ma pomóc piekarzowi i jego pracownicy w prowadzeniu strony internetowej, gdzie sprzedają wypieki, które nie znajdują się w oficjalnym menu lokalu… 

Książka jest krótka, jej akcja płynie wolno, ale zdecydowanie nie możemy narzekać na brak treści. Każde słowo wydaje się tutaj być na swoim miejscu, bohaterzy są dobrze napisani, tak samo świat, który ich otacza.  Autorka często prowokuje nas do rozmyślań nad sensem naszych działań, nad tym, jak podejmowane przez nas decyzje wpływają na życie zarówno nasze, jak i osób w naszym otoczeniu. Każdy nasz czyn niesie za sobą pewne konsekwencje i jest nieodwracalny. „Piekarnia czarodzieja” opowiada też o sprawach zdecydowanie bardziej mrocznych niż to, jaki wpływ na nasze życie mają podejmowane przez nas działania. Jest to historia przepełniona smutkiem i cierpieniem, poruszane są tutaj tematy samobójstwa, wykorzystywania  nieletnich czy przemocy, z tego też powodu uważam, że to książka zdecydowanie kierowana w stronę starszego czytelnika. Poza pięknymi i obrazowymi opisami „Piekarnia czarodzieja” zachwyciła mnie jeszcze jedną rzeczą: podwójnym zakończeniem. Nie spotkałam się z takim zabiegiem wcześniej, ale pasuje idealnie do atmosfery tej opowieści. W zależności od tego, jaką decyzję podejmie nasz bohater, takie zakończenie zostało dla niego przewidziane. 

Czy warto?

Uważam, że tak. Książka na pewno wyróżnia się na tle innych pozycji, zachwyca nie tylko formą, ale również przekazywanymi wartościami, zmusza do refleksji, a jej bohaterowie naprawdę chwytają za serce. 

„Był przekonany, że w prawdziwym życiu macochy z bajek nie istnieją. Ale skąd miał taką pewność? Bajki mogą być fikcją, lecz nie są kompletnym nonsensem. Choć czasy i obyczaje przychodzą i odchodzą, natura ludzka wcale nie zmienia się radykalnie”.

Gu Byeong-Mo „Piekarnia czarodzieja”

Przeczytaj inne artykuły tej serii:

Subskrybuj
Powiadom o
21 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
reiaoki
reiaoki
5 miesięcy temu

Pierwszy raz w kąciku Welmy napotykam książkę, o istnieniu której nie miałem pojęcia. Może to ze względu na jasno sprofilowane wydawnictwo, jeśli wierzyć jego nazwie :).
No ale tylko się cieszyć, że literatury koreańskiej przybywa i człowiek nawet nie ogarnia,co się ukazuje.
Mam dwa pytania, bo może mi to umknęło w lekturze:

  1. Czy pyszności szykowane w piekarni to smakołyki stricte koreańskie czy raczej uniwersalne?
  2. Czy ta powieść ma coś wspólnego z taką niedawną dramą z Hwang Jung Eum?
Welma
5 miesięcy temu
Reply to  reiaoki

Widzę,że nie zdążyłam udzielić odpowiedzi pierwsza, ale jak najbardziej się pod nią podpisuję 🙂
Dodam, że trochę jednak żałuję że były to dosyć uniwersalne wypieki, A nie jakieś koreańskie, książka na pewno by nie straciła na takiej decyzji.
Od siebie jeszcze powiem, że ogromnie się cieszę, że w końcu udało mi się znaleźć coś czego wcześniej nie znałeś i mam nadzieję powtórzyć ten sukces 😄

reiaoki
reiaoki
5 miesięcy temu
Reply to  Welma

Szczerze Ci tego życzę, bo to będzie oznaczało, że utworów literackich z ulubionego przez nas zakątka świata jest już w Polsce tyle, że sam ich nie ogarniam! 🙂
I też żałuję, że wypieki dość uniwersalne, bo chciałoby się takie naprawdę koreańskie poznać… 🙂

NiebieskaStokrotka
NiebieskaStokrotka
5 miesięcy temu
Reply to  reiaoki
  1. Nie, nie ma tam tylko koreańskich wypieków. Raczej takie, które można by i w domu przygotować – w książce są przepisy – choć bym nie ryzykowała.
  2. Ani trochę, jeśli mówimy o Mystic Pop Up Bar.
reiaoki
reiaoki
5 miesięcy temu

Dzięki za odpowiedź. A tym ryzykowaniem mnie zafrapowałaś… To może ja zaryzykuję, jak będą tam jakieś wypieki niesłodkie nadające się do piwa… 🙂

NiebieskaStokrotka
NiebieskaStokrotka
5 miesięcy temu

To pierwsza powieść koreńskiego autora, po którą sięgnęłam i wobec której miałam oczekiwania. Nie była tak koreańska ani magiczna, jakbym chciała, a mimo to zapadła mi w serce i zupełnie inaczej podchodzę do wypieków ze swoim ukochanym cynamonem. Choć hotteoków w majówkę sobie nie odmówiłam 😀
Mnie nie wciągnęła od początku. Może dlatego, że uznałam fabułę za prostą? Ale i ja przykucnęłam za piecem, obserwowałam Piekarza i przeżyłam maleńki szok, kiedy coś stało się jasne. I sama nabrałam ochoty na pewien rogalik, choć ich się wystrzegam. Poza tym pokochałam – co jest naprawdę podejrzane – jedną scenę, przez którą perony kolejowe mają dla mnie większe znaczenie.
Język, którym się posłużono, był prosty, niemniej z każdym rozdziałem czułam, że sama jestem w tej piekarni i przeżywam z B jego los.

Dziękuję bardzo za tę recenzję, pod którą składam swój plus! 🙂

“Czasami jest tak, że puszka tuńczyka ma dłuższy termin ważności niż ludzkie emocje”.

Welma
5 miesięcy temu

Moje oczekiwania były zupełnie inne niż to co faktycznie otrzymałam, ale w tym przypadku jestem z tego zadowolona. Ta książka na pewno zostanie w mojej pamięci na dłużej. W przypadku azjatyckich autorów z pozoru proste historie na koniec okazują się chwytać mnie najmocniej.
Dziękuję za twój komentarz, mam nadzieję że to dopiero początek twojej przygody z koreańskimi autorami bo naprawdę warto 🙂

Martunka24
5 miesięcy temu

Nie słyszałam o tej książce, ale już po samej okładce uznałam, że muszę to zmienić. Potem przeczytałam recenzję i ojjjj tak, muszę ją mieć!

Welma
5 miesięcy temu
Reply to  Martunka24

Okładka naprawdę przyciąga! Środek sprawia, że zakochujemy się również w treści, więc nie mamy przegranych 😄
Dziękuję za twój komentarz
Mam nadzieję że ty też dasz się porwać przez naszego czarodzieja

Alicja 8411
Alicja 8411
5 miesięcy temu

Polecam ksiazke,jest napawde fantastyczna.Zakupilam juz przed premiera,jesli chodzi o azje zawsze sledze na bieżąco wszystkie nowosci.Zaczyna mi juz brakowac miejsca na polkach : (Niezmiernie sie ciesze z kacika Welmy,serdecznie pozdrawiam i czekam na nastepne recenzje.

Welma
5 miesięcy temu
Reply to  Alicja 8411

Ja również staram się być na bieżąco z nowinkami i dlatego ogromnie cię cieszę, że powoli coraz więcej wydaje się u nas książek z tego rejonu świata.
Haha, znam te problem, mnie już powoli zaczyna brakować miejsca na krzesłach, parapetach, a w planach jest już zakupienie kolejnego mebla przewidzianego na książki. Nie jest łatwo przestawić się na czytniki. Dziękuję Ci za twój komentarz i miłe słowa <3

marysia70
marysia70
5 miesięcy temu

Ależ mnie zaskoczyłaś droga Welmo! Na tyle, że nie wiem co napisać…
Mnie też na podstawie opisu tej książki, przypomniała się drama
Mystic Pop-up Bar. Ciekawe…

Welma
5 miesięcy temu
Reply to  marysia70

Muszę zabrać się za tę dramę i przekonać się czy faktycznie jest tutaj aż takie podobieństwo. Zaskoczyłam Cię? Mam nadzieję, że pozytywnie i jednocześnie zachęciłam trochę do zawrócenia uwagi na tę książkę.

NiebieskaStokrotka
NiebieskaStokrotka
5 miesięcy temu
Reply to  Welma

Jako osoba, która czytała “Piekarnię…” i robiła korektę do “Mystic…”, powiem, że mają po opisie podobny klimat, ale fabularnie się od siebie mocno różnią. Niemniej obie pozycje gorąco polecam 🙂

reiaoki
reiaoki
5 miesięcy temu

Mnie też Welma zaskoczyła, a wcześniej zrobiła to szymki, bo już tydzień temu też nie było recenzji, acz – dalibóg – sama szymki przemknęła mi w ostatnich dniach na stronie. A teraz milczy Welma… Mam nadzieję, że to tylko przerwa techniczna a nie nic poważnego, bo z przyjemnością zaglądam zawsze do tych perfekcyjnie przygotowanych i dobrze napisanych recenzji.
Trzymajcie się dziewczyny!

Welma
5 miesięcy temu
Reply to  reiaoki

Melduję się i dziękuję za to, że czekasz na nasze teksty! Chwilowo walczę z natłokiem obowiązków, ale jestem również w trakcie czytania kolejnej pozycji, więc myślę, że niedługo 😀

reiaoki
reiaoki
5 miesięcy temu
Reply to  Welma

Już jestem ciekawy, co to za proza tym razem zawędrowała na nocny stoliczek! 🙂

szymki
szymki
5 miesięcy temu
Reply to  reiaoki

Miło mi, że czekasz na moje (i Welmy) teksty, ale żeby coś napisać, trzeba też obejrzeć (lub przeczytać) 🙂 . Lada moment coś powinno być…

reiaoki
reiaoki
5 miesięcy temu
Reply to  szymki

Oddycham z Ulą 🙂 i uzbrajam się w cierpliwość.

marysia70
marysia70
2 miesięcy temu

Droga Welmo, przeczytałam Piekarnię Czarodzieja… i sama nie wiem co o niej myśleć! Książka wciągnęła mnie dość szybko ale równie szybko…. wypluła! Po obejrzeniu Goblina i Blacka powinnam być przygotowana na taki wątek fantastyczny ale nie byłam! Historia z Sukkubem w moim odczuciu była niepotrzebna… Nie rozumiem co autor miał na myśli! Historia chłopaka i jego rodziny była poruszająca jednak w zestawieniu z historią czarodzieja zrobiła się jakaś taka niewiarygodna i bajkowa.
A to chyba niedobrze.
Wg mnie książka przeznaczona jest dla młodzieży…. To taki Harry Potter, który kończy się wyrzuceniem z Hogwartu po roku edukacji!
Zakończenie bardzo mi się podobało i podobnie jak Ciebie zaskoczyło. Nasuwa mi się jednak w związku z nim jedna myśl. Skoro pewne wydarzenia w naszym życiu są nieuchronne to po co te wszystkie ciastka??
Skojarzenie z Mystic Pop Up Bar wydaje mi się jak najbardziej uzasadnione.
Welmo, dziękuję Ci za polecenie mi tej książki. Siedzę i dumam na czym polega różnica między koreańską a polską rodziną. Ona jest bardzo widoczna ale nie umiem jej nazwać i opisać! Dlaczego?

Welma
2 miesięcy temu
Reply to  marysia70

Historia chłopaka wydała Ci się niewiarygodna i bajkowa? A to zaskoczenie. Bardziej obstawiałabym, że to Czarodziej wyda Ci się zbyt nie na miejscu ze swoimi diabelskimi ciastkami w zestawieniu z tak realnymi dramatami, które niestety dla niektórych ludzi są aż zbyt realne w świecie rzeczywistym. Uwielbiam jednak, że wracacie i dzielicie się swoimi wrażeniami po lekturze, często inni widzą pewne sprawy inaczej niż my sami, w inny sposób interpretują i odbierają, a poznawanie tego niezmiennie sprawia mi przyjemność.
Co do fragmentu z Sukkubem przyznaję Ci rację, książka nie straciłaby wiele gdyby tej sceny nie było. Możliwe, że autor chciał nam pokazać trochę więcej tego świata magicznego, co mogłoby być dobrym pomysłem gdyby ten wątek nie był tak tam wrzucony od czapy.
Ciastka mogły wpływać na pewne wydarzenia, tak jak widzimy to pod koniec kiedy przekonujemy się jak potoczyłyby się losy chłopaka gdyby z niego skorzystał lub nie. Ciastko wpłynęło na jego życie i uchroniło go od wielu przykrości, które by go czekały. Niestety nie mogło uchronić go od nich całkowicie, ponieważ podejrzewam, że nawet magiczne ciasteczka Czarodzieja nie mają mocy zmieniania natury niektórych ludzi…
Czasami ciężko uchwycić słowami pewne niuanse ludzkiego zachowania czy kultury. Wychowując się w tak odmienny społeczeństwie wielu rzeczy nie potrafimy zrozumieć,a tym bardziej nazwać.

0 0 votes
Article Rating