ISBN: 9788364858840

Liczba stron: 184

Oryginalny tytuł: „Pyongyang”

Wydanie pierwsze: 2003 rok

Wydanie polskie: 2006 rok

Wydawnictwo: Kultura Gniewu

Gatunek: Powieść graficzna

Z wizytą w Korei Północnej

Muszę się wam przyznać, że ostatnimi czasy zaczęłam częściej sięgać po powieści graficzne oraz komiksy i naprawdę je polubiłam. Od razu, kiedy zakupiłam „Pjongjang”, wiedziałam, że będę chciała wam o tej książce opowiedzieć, chociażby ze względu na tę nietypową formę. „Pjongjang” jest dziennikiem z podróży kanadyjskiego rysownika, który na początku lat dwutysięcznych spędził służbowo dwa miesiące w Korei Północnej. Guy Delisle jest animatorem, który pracował nad filmem animowanym w wielu krajach europejskich, Chinach oraz Korei Północnej. Obecnie skupia się bardziej na komiksie, a do innych szerzej znanych jego dzieł należą “Kroniki birmańskie” oraz “Kroniki jerozolimskie”, które również są jego zapiskami z podróży.

Książka, pomimo tego, że jest opisem wyprawy do państwa, w którym panuje surowy reżim, nie stroni od humoru. Niestety, nie zawsze ten humor do mnie trafia, czasami miałam wręcz minę kropka w kropkę jak rysunkowy przewodnik, który zupełnie nie rozumiał swojego kanadyjskiego podopiecznego.

Guy zaczyna swoją podróż od samego początku: przygotowania. Dowiemy się, co trzeba ze sobą zabrać do Korei Północnej, jakie zasady obowiązują obcokrajowców oraz jakie sprzęty elektroniczne są dozwolone, a jakie niestety musimy zostawić jeszcze na lotnisku. Opisuje również rytuały, które musiał odbyć po przybyciu na miejsce, między innymi złożyć kwiaty przed pomnikiem wiecznego prezydenta Kim Ir Sena.

Jak każdemu odwiedzającemu, zostaje mu przydzielony towarzysz. W jego przypadku jest to towarzysz przewodnik oraz towarzysz tłumacz, którzy nie spuszczają go z oka ani na krok. Nawet samotne spacery w towarzystwie innego animatora okazują się nie tak samotne, jak by oczekiwał tego nasz bohater. Wyjątkiem są jedynie restauracje i bary przeznaczone wyłącznie dla obcokrajowców.

Autor ma wiele trafnych spostrzeżeń na temat otaczającej go rzeczywistości oraz świadomość, że wszystko jest swego rodzaju przedstawieniem na użytek jego oraz innych odwiedzających ten kraj. Żartuje z melonów oraz światła dostępnego przez całą dobę tylko i wyłącznie podczas odwiedzin zagranicznych dyplomatów oraz jedynego światła oświetlającego mrok w stolicy kraju: pomnika Kim Ir Sena.

Autor nie kryje swoich przemyśleń na temat kraju, jak i ustroju w nim panującego i nie boi się stroić  niepoprawnych żartów. Jednak nie wygłasza swoich opinii na głos, nie chcąc urazić swoich gospodarzy. Nie powstrzymuje go to jednak przed braniem ich pod włos i zadawaniem im niewygodnych pytań, na które oni nie chcą lub nie powinni odpowiadać…

 

„Jest jedno pytanie, które frapuje wszystkich obcokrajowców odwiedzających ten kraj…

Pytanie, które próbujemy odpowiednio sformułować…

Pytanie, które w końcu zadajemy sobie sami…

Czy oni wierzą w te wszystkie głupstwa, które próbuje się im wcisnąć?”

Delisle podczas swojego pobytu odwiedza również „obiekty narodowej dumy”,  po których chętnie oprowadzają go przewodnicy. Nasz bohater nie daje się jednak zwieść, dostrzegając paradoksy, które są tam obecne praktycznie na każdym kroku.

Opisuje on również przyjemne momenty swojego pobytu, takie jak piknik w towarzystwie swoich przewodników oraz imprezy w gronie dyplomatów czy innych obcokrajowców.

Za sprawą tej książki nie poznamy takiej Korei Północnej, jaką jest ona dla swoich mieszkańców. Nie dowiemy się, jak żyje się tam na co dzień (nasz bohater bowiem obraca się w kręgach osób dużo bardziej uprzywilejowanych niż przeciętni obywatele), z jakimi mierzą się trudnościami i bolączkami. Dowiemy się za to, jak wygląda Korea oczami obcokrajowca oraz co może zaskoczyć nie tylko w kraju o odmiennym ustroju, ale i kulturze. Komiks czyta się dobrze, chociaż sama książka nie stoi tylko humorem, a momentami daje nam znać o tym, że za kurtyną tego teatru dzieją się naprawdę złe rzeczy. Myślę, że jeśli ktoś nie liczy na książkę pękającą od wiedzy i informacji, a zadowolą go ciekawostki, zabawne spostrzeżenia, a przede wszystkim chciałby sięgnąć po powieść graficzną, to na pewno „Pjongjang” będzie warty poświęcenia mu czasu.

Przeczytaj inne artykuły tej serii:

14 komentarzy:
  1. szymki says:

    @Wellmo, powiedz mi jak Ty znajdujesz czas na czytanie książek? Ja zwisłam na pierwszej opisywanej przez Ciebie i nie ukrywam utknęłam (z powodu chronicznego braku czasu – @Anita ma rozciągacz (czasu) ale nie chce zdradzić mechanizmu działania). Obecna polecana przez Ciebie pozycja jest „pismem obrazkowym” 🙂 może lepiej mi pójdzie 🙂 . Co do życia w Korei Północnej, dla nas osób z innego kręgu kulturowego, wizja tego co tam się dzieje jest straszna a z drugiej strony obawiam się, że tamtejsze społeczeństwo jest już zmęczone. Jednostki które jeszcze pamiętały inną rzeczywistość są skutecznie eliminowane a te co pozostały tracą nadzieję na inne, lepsze życie. Czytając Twój opis przypomniał mi się polski dokument „Defilada” z 1989 r. w którym (wg mnie) oprócz imienia przywódcy NIC się nie zmieniło. Oglądałam też ostatnio (niestety nie mogę przypomnieć sobie tytułu) dokument kanadyjski lub francuski wzorujący się na polskim dokumencie i filmowiec doszedł do identycznych wniosków.
    Jak zwykle … dziękuję za Twoje literki ….. pozdrawiam świątecznie ….

    • Welma says:

      Myślę, że stos pożeranych przeze mnie książek jest wprost proporcjonalny do zaniedbywanych przeze mnie obowiązków domowych, więc nie jest to nic godne pochwały, haha.
      Niestety nic nie poradzę na to, że uwielbiam polecać wam godne uwagi książki.
      Zawsze warto spróbować czegoś innego, w moim przypadku „Pjongjang” był króliczą norą po której przepadłam w słodkim świecie powieści graficznych
      Twoje spostrzeżenia są naprawdę trafne. Przeczytałam niedawno również reportaż z wydawnictwa czarnego z rozmów z uciekinierami z Korei Północnej i była to dla mnie naprawdę trudna przeprawa. Naprawdę trudno sobie wyobrazić ile ci ludzie są w stanie wytrzymać.
      Dziękuję Ci jak zawsze za twój komentarz, mam nadzieję, że poznasz niedługo tajemnicę rozciągania czasu 😀
      Mam również nadzieję zobaczyć niedługo kolejną twoją recenzję

      • reiaoki
        reiaoki says:

        Ja z przyjemnością czytam recenzje obu Pań, dlatego życzę Wam i sobie, abyście nie były dyskryminowane na Dramaqueen. Wcześniej zdarzyło się to recenzji szymki, a teraz Welmy. Nie pojawiła się na stronie głównej i trzeba dopiero wejść w newsy, aby odkryć nowy tekst… Albo uważnie i non stop czytać komentarze…
        Życzę więc, aby o Was nie zapominano i abyście od razu trafiały na czołówkę (bo w teorię, że to np. zazdrosne autorki akupującego miejsce dla najświeższego newsa „miszmaszu” nie chcą Wam tam ustąpić miejsca, po prostu nie wierzę 🙂 )

        • szymki says:

          Twoje słowa o „dyskryminacji” i „zapominaniu” o nas są troszeczkę, bardzo mocno krzywdzące zarówno dla mnie (podejrzewam dla @Welmy również) jak i całej Ekipy DQ . W zakładce „skład” DQ są wyszczególnieni graficy są to @Choppusama – Administratorka, tłumaczka, graficzka, @mshusky93 – Administratorka, tłumaczka, graficzka oraz @oreuis – graficzka jak widać Dziewczyny mają naprawdę sporo pracy bo strona co chwila nas zachwyca nowym wyglądem.

          Ciekawi lektury zawsze znajdą tekst o który im chodzi, sam piszesz, że uważnie trzeba czytać komentarze 🙂

          Podpowiedzieć mogę, że moje teksty ukazują się w niedziele zamiennie z tekstami @Welmy, staram się również (jak tylko dostaję info, że tekst już jest na stronie) informować o tym fakcie na czacie DQ.

          • reiaoki
            reiaoki says:

            Dzięki za odpowiedź i instrukcję! To teraz już WIEM, kiedy mogę szukać Waszych tekstów, bo wszystkich komentarzy czytać nie sposób, nawet moderatorki tego nie robią :).
            Natomiast nadal NIE WIEM, czemu Wasze ostatnie teksty, w przeciwieństwie do innych tekstów, nie trafiają od razu na główną stronę. A Ty wiesz?

            • mshusky93
              mshusky93 says:

              Zamiast wypowiadać się w naszym imieniu i snuć dzikie teorie, proszę, skup się na oglądaniu dram.

            • reiaoki
              reiaoki says:

              Oczywiście, skupiam się na oglądaniu dram, to podstawowa przyjemność. Ale przyjemnie i pożytecznie jest poczytać też coś dla odmiany,a dziewczyny potrafią zajmująco pisać. Polecam Ci lekturę ich tekstów.

              Do głowy by mi nie przyszło wypowiadać się w Waszym imieniu i nie snuję żadnych teorii -wręcz przeciwnie! Napisałem wyraźnie, że w takową teorię, świadczącą o małostkowości autorek Miszmaszu, NIE WIERZĘ.
              Chciałem się tylko dowiedzieć, czemu te fajne teksty przestały trafiać od razu na czołówkę – to przecież nie jest jakaś ta jemnica? Może Ty mnie oświecisz?

            • mshusky93
              mshusky93 says:

              Wyobraź sobie, że jeśli znajdę chwilę, to czytam teksty dziewczyn. Chodziło mi raczej o to, abyś w końcu przestał zastanawiać się i wypisywać teorie o tym, co robi, a czego nie robi ekipa „a czemu tak, a bo co, a może adminka to, a może tamto”.
              Napisałeś, że w takową teorię nie wierzysz, jednak sam ją wymyśliłeś (żeby jej zaprzeczyć). Naprawdę, nie zabieraj nam czasu na to, by Ci wyjaśniać takie rzeczy, jak tajemnica powstawania grafik. Czasami odnoszę wrażenie, że jesteś jedynym widzem na tej stronie, który musi wiedzieć absolutnie wszystko. Nie chcę być niegrzeczna i wybacz, ale nie musimy Cię informować o naszym sposobie organizacji i ilości pracy.
              Tym razem wyjątkowo wyjaśnię Ci, iż Miszmasz jest tworzony m.in przez Choppusamę, która z góry wie, że wyjdzie on konkretnego dnia. O recenzjach czy też innych newsach dowiadujemy się od innych osób i nieco później, zatem i grafiki są wykonywane trochę później. Ot cała tajemnica.

            • reiaoki
              reiaoki says:

              Bardzo Ci dziękuję za wyjaśnenie!
              Jak dla mnie, ta konkretna odpowiedź zajęła Ci dziesięć razy mniej czasu niż prowadzenie całej tej dyskusji z uwagami o rzekomych teoriach spiskowych.
              Ale to Twój czas. Dziękuję jeszcze raz, że tyle mi go poświęciłaś.
              Czyli teraz wystarczy poinformować „m.in. Choppusamę”o tym, o czym wyżej napisała szymki – że teksty dziewczyn ukazują się w niedzielę i już nie będzie opóźnień! 🙂
              Ale ja się tego oczywiście nie podejmuję, wracami karnie do szeregu i wolę zajmować się pytaniami, do jakich się przyzwyczaiłyście.Na przykład:gdzie są myszki? Bo my tu sobie gadu, gadu…
              🙂 🙂 🙂

            • mshusky93
              mshusky93 says:

              Kto jak kto, ale akurat Ty nie będziesz mi organizować wolnego czasu i daruj sobie te aluzje do myszek. Zakończmy tę dyskusję.

  2. reiaoki
    reiaoki says:

    Jestem szczęśliwym posiadaczem pierwszego polskiego wydania tego komiksu, który można było jeszcze wówczas zatytułować „Phenian”. Nie wiem, komu ta nazwa przeszkadzała, ale tylko patrzeć jak jakaś Rada Języka Polskiego oprócz używania słowa Murzyn zakaże też innych nazw geograficznych i zamiast Niemcy będziemy musieli pisać Germania czy Italia zamiast Włoch.
    Ale przejdźmy do samej powieści graficznej, która jest znakomita. Czytałem mnóstwo książek poświęconych Korei Połudiowej, ale właśnie rysunkowa wrażliwość Delisle’a czyni ten tytuł wyjątkowym.
    Ciekawostek jest sporo, w niektóre rzeczy trudno aż uwierzyć z przerażenia, a w niektóre po prostuy trudno (nie wierzę, że go tam zostawili, aby mógł se biegać po pagórkach).
    No i największa zagadka tego komiksu, obserwacja z Korei Północnej której nie potwierdziłem w żadnym innym źródle: dlaczego, u licha, ci ludzie rano chodzą tyłem?!?!?!
    Gratuluję Welmie kolejnego ciekawego tytrułu. A jeśli chodzi o Delisle’a, to bardzo bym chciał przeczytać jego obrazkowe wspomnienia z Shenzen… Ale niestety jakoś wydawca się nie kwapi, a może to autocenzura…

    • Welma says:

      Dla mnie również jest to trochę nie do uwierzenia, bardziej skłaniałabym się ku wersji, że po prostu nie zauważył, że ma towarzystwo i nie spaceruje sobie sam 😉
      Przeczytałam trochę książek na temat Korei Północnej i nigdzie indziej nie spotkałam się nawet ze wspominką o chodzeniu tyłem, a co dopiero o sensie tego działania. Szkoda, że nasza ciekawość nie została zaspokojona, nawet google milczy w tym temacie.
      Obawiam się, że możemy się nie doczekać na „Shenzen” i powoli dojrzewam do myśli, że może warto kupić zagraniczne wydanie.

  3. marysia70
    marysia70 says:

    Welmo, świetna – jak zwykle – recenzja! Jak wiesz, jestem Twoją wierną fanką, niestety fanką komiksów już niekoniecznie… Chyba żadnego nie czytałam!
    Zastanawiam się tylko jak to jest, że zawsze ten fragment, który „malujesz” na czerwono, dotyka mnie niesamowicie. Czasem dlatego, że siedzi w mojej głowie, a czasem dlatego, że się w niej wygodnie rozsiada! 🙂 W każdym razie dziękuję za Twoją pracę i cóż, pisz dalej…

    • Welma says:

      Absolutnie rozumiem, że może nie być to coś co przypadnie ci do gustu, jest to też nietypowa forma prowadzenia dziennika. Mam jednak nadzieję, że to co przygotuję dla was następnym razem przypadnie ci do gustu.
      Dziękuję Ci bardzo, że zwróciłaś uwagę na moje czerwone cytaty, staram się wybierać te, które mnie również najbardziej zapadły w pamięć.
      Jak zawsze dziękuję Ci za Twój komentarz i obecność!

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz