Autor: Elizabeth Lim

Tytuł oryginalny: „Spin the Dawn”

Wydawnictwo: We Need YA

Gatunek: Fantasy

Rok wydania w Polsce: 2021

Pierwsze wydanie: USA, 2019

Ilość stron: 432

Seria: „Krew gwiazd #1”

IBN: 978-83-66657-35-9

 

„Project Runway” w połączeniu z „Mulan”?

Takie pytanie możemy przeczytać w już pierwszej linijce opisu na tylnej stronie książki. Jest to też stwierdzenie, jakie z uporem maniaka potwierdza większość osób, która opisuje/recenzuje tę pozycję. Jest to też coś, z czym nie do końca się zgadzam, a uważam głównie za chwytliwe hasło, które skusi potencjalnych czytelników do sięgnięcia po „Tkając świt” ze względu na sentyment, jaki większość z nas ma do postaci Mulan z animacji Disneya. Tak naprawdę jakiekolwiek nawiązania (w moim odczuciu niewielkie) kończą się gdzieś w połowie książki i właśnie na takie dwie połowy można tę książkę podzielić. Jednak zacznijmy od początku.

Maia Tamarin marzy o byciu najlepszą krawcową w kraju. Nie da się ukryć, że ma ona wielki talent, a właściwie śmiało można stwierdzić, że urodziła się z igłą w dłoni. Jej talent jest niepodważalny i napawa on dumą całą jej rodzinę, jednak młoda Maia poza wspaniałymi umiejętnościami posiada również ogromne marzenia. Pragnie zostać nadworną krawcową cesarza, jednak napotyka pewien dosyć poważny problem. Mianowicie nadwornym krawcem może zostać jedynie mężczyzna.

Ojciec Mai był jednym z najsławniejszych krawców w A’landi. Prowadził rewelacyjnie prosperujący warsztat, który odwiedzały najważniejsze osoby w kraju. Jednak wszystko się zmieniło, kiedy matka Mai umarła, a jej opiekun załamał się, na czym ucierpiał ich rodzinny interes. Przenieśli się do innego miasteczka, licząc, że wszystko znów wskoczy na właściwe tory. Niestety, niedługo po tych wydarzeniach rozpętała się wojna, na której dziewczyna straciła dwójkę braci, a trzeci, najmłodszy z nich, wrócił, będąc cieniem dawnego siebie. Młoda krawcowa podczas trwania konfliktu starała się wyżywić siebie i ojca, uparcie szukała zleceń i chwytała się każdego zajęcia, jednak w czasie wojny niewielu było chętnych na wyszukane stroje i jedwabne szale. Popadali w coraz większe problemy finansowe, a głód doskwierał im coraz częściej.

Po zakończeniu wojny do wszystkich najznamienitszych krawców w kraju zostało wysłane wezwanie, by stawić się w cesarskim pałacu na konkurs, który wyłonić miał następnego nadwornego krawca. Zwycięzca miałby za zadanie uszyć suknie dla nowej narzeczonej władcy, a całe wydarzenie było ogromnie ważne ze względów politycznych, ponieważ było to przypieczętowanie pokoju między dwiema skłóconymi stronami, które dopiero co zakończyły działania zbrojne.

Ojciec Mai był zbyt schorowany, żeby przeżyć tak długą podróż, nie mówiąc nawet o szyciu, a w sercu młodej dziewczyny ponownie budzi się marzenie o zostaniu krawcową cesarza. Postanawia przybrać tożsamość swojego niepełnosprawnego brata Ketona, który również nie mógłby stawić się na konkurs, i wyrusza w drogę do pałacu.

Podczas próby młoda dziewczyna musi zmierzyć się z najlepszymi rzemieślnikami z całego kraju, jednocześnie pilnując, by nikt nie odgadł skrywanej przez nią tajemnicy. Maia bardzo stara się nie zdradzić swojej prawdziwej tożsamości, jednak nadworny czarodziej Edan zdaje się widzieć więcej niż reszta mieszkańców pałacu.

I tak właściwie możemy zakończyć opis pierwszej połowy książki. Na tym kończą się również podobieństwa między „Mulan” i „Projekt Runway”. Żałuję trochę, że sam motyw konkursu i rywalizacji między krawcami nie był bardziej rozbudowany, bo świetnie mi się go czytało, a opisy tworzonych przez Maię kreacji były naprawdę bogate i żywe. Mieliśmy również trochę knucia i prób podkładania sobie świń przez uczestników, więc było to angażujące. Początkowe próby wplecenia w książkę elementów magicznych nie przekonały mnie do siebie zupełnie, jednak w dalszej części jest on dosyć istotny, więc można uznać, że autorka to obroniła i nie zaliczam tego do wad tej pozycji.

W drugiej połowie książki dziewczyna w towarzystwie nadwornego czarodzieja wyrusza w poszukiwaniu uśmiechu słońca, łez księżyca oraz krwi gwiazd, z których ma stworzyć najwspanialsze dzieło, jakie kiedykolwiek widział świat, godne prawdziwej bogini. Podczas swojej podróży dziewczyna pokonuje mnóstwo przeszkód i dzielnie stawia czoła wszystkim przeciwnościom.

Książka ma naprawdę mnóstwo niewykorzystanego potencjału. Momentami jest też nierówna. W jednej chwili akcja dłuży się niemiłosiernie, by zaraz rozegrać się tak błyskawicznie, że właściwie musiałam przeczytać dany fragment ponownie, bo nie zarejestrowałam, w którym momencie znaleźliśmy się w tym punkcie historii. Taka sytuacja sprawiała, że odczuwałam pewien niedosyt i brakowało mi tego „czegoś”. Autorka miała naprawdę świetne pomysły, które po prostu zostały poprowadzone zbyt szybko i chaotycznie. Nie żebym życzyła naszej młodej krawcowej źle, ale książka na pewno dużo by zyskała, gdyby pokonywane przez nią trudności wymagały od niej trochę więcej wysiłku. Szczególnie że przedsięwzięcie, jakiego się podjęła, miało być niemalże niewykonalne. Oczywiście, miała ona u swojego boku przystojnego wiekowego czarodzieja, a to rozwiązuje pewne niedogodności, jednak… sami rozumiecie.

W książce obecny jest również wątek romantyczny, który wyjątkowo nie przypadł mi do gustu. Jest to klasyczna relacja, gdzie główna bohaterka absolutnie chłopaka nienawidzi, ale później okazuje się, że jednak nie jest taki zły.  Nie byłoby w tym oczywiście nic złego, jednak, znowu, dzieje się to tak szybko i w momencie padają tak wielkie słowa i deklaracje, że ciężko było mi uwierzyć w ich związek i w jakiś sposób im kibicować. Myślę, że gdyby nie było go tam w ogóle, a zamiast niego dostalibyśmy bardziej rozbudowany konkurs krawiecki i sam etap podróży, to książka dużo więcej by na tym zyskała. I o ile Maia jest jeszcze młodziutką dziewczyną i pewne zachowania można jej wybaczyć, tak jej partner sprawiał wrażenie, że pani Lim nie do końca wiedziała, jaki powinien on mieć charakter i jak go poprowadzić.

Pod koniec książki akcja nabiera tempa, co dało mi nadzieję, że drugi tom może mnie pozytywnie zaskoczyć. Jestem ciekawa, jak niektóre wątki zostaną rozwiązane. Mam nadzieję, że autorka rozwinie skrzydła i skupi się bardziej na scenach, które są istotne dla fabuły, i nie zmarnuje dobrze zapowiadającej się kontynuacji.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o rewelacyjnej okładce tej książki. Myślę, że ci, którzy czytali wcześniej moje recenzje, wiedzą, że jestem okładkowym maniakiem, więc nie będą zdziwieni. Na jednej z pierwszych stron mamy również mapkę państwa, które zamieszkują nasi bohaterowie. Została ona wykonana z naprawdę wielką dbałością o szczegóły. Możemy na bieżąco śledzić drogę naszej protagonistki i to, co ją jeszcze czeka.

Książkę, mimo paru wad, czyta się przyjemnie, więc jest to idealna pozycja na taką pogodę, kiedy żar leje się z nieba i nie chce się zupełnie nic. W moim przypadku był to idealny sposób na zrelaksowanie się i pokonanie blokady czytelniczej, która ciągnęła się za mną od jakiegoś czasu, więc jeśli lubicie takie klimaty, to również możecie spędzić całkiem miłe popołudnie.

„- …nikt tego nigdy nie dokonał. Zakładałam, że to niemożliwe. A ty właśnie zaprzeczyłeś.

– To, że coś jest możliwe, nie znaczy, że należy to robić”.

 Elizabeth Lim „Tkając świt”

Przeczytaj inne artykuły tej serii:

Subskrybuj
Powiadom o
12 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
reiaoki
reiaoki
13 dni temu

Przede wszystkim bardzo się cieszę z powrotu kącika literackiego!

Natomiast kompletnie zdziwił mnie ten tytuł. Oczywiście ja nie jestem jego targetem, za to wiele dziewcząt z DQ young adult fantasy na pewno zainteresuje.
Zadziwia mnie tylko, co ten tytuł tu w ogóle robi? 🙂 Bo w żaden sposób nie jest związany z Dalekim Wschodem… Wydaje mi się, że Welma prezentuje go w swoim kąciku wyłącznie ze względu na brzmienie nazwiska i skośne oczy amerykańskiej autorki tej powieści 🙂 🙂

Ale jak jesteśmy przy amerykańskich pisarkach… Za pozwoleniem przemiłej gospodyni kącika: chcioałbym polecić książkę, której teraz właśnie słucham, jest idealna na lato, a dostałem ją od osoby z naszego fandomu (jeszcze raz wielkie dzięki!!!).
To “Wyspa kobiet morza” Lisy See, saga kobiet – syren z koreańskiej wyspy Jeju. A przy okazji prawdziwa kopalnia wiedzy o kulturze i tradycjach tego zakątka.
Na wakacje nad wodą – jak znalazł!

Welma
8 dni temu
Reply to  reiaoki

Nie bądźmy tacy surowi, trochę tego klimatu tam jest. Nie jest to jednak oszałamiająca ilość, no i głównie mamy z nią do czynienia w pierwszej połowie historii, ale no nie ukrywam, że po hasłach, które zapowiadały mi tu nawiązania do Mulan liczyłam, że będzie go tam trochę więcej. Trochę wyprowadzili mnie w pole, ale jak już przeczytałam to postanowiłam opowiedzieć. Także nie skośne oczy, a moja dziecięca miłość do Mulan pognała mnie w tamte strony.

Polecajki zawsze są mile widziane! Opis był rewelacyjny, więc co tu dużo mówić… ja już zamówiłam 😀

Last edited 8 dni temu by Welma
reiaoki
reiaoki
8 dni temu
Reply to  Welma

No… tak sobie myślę, że autorka pisząc tę powieść nawet sama nie wiedziała, że ma ona coś wspólnego z “Mulan”. Dopiero “sprytni” wydawcy wykorzystując premierę kinową nowej wersji przygód Mulan uznali, że tak się to lepiej sprzeda… 🙂

Welma
8 dni temu
Reply to  reiaoki

Ze względu na wciąż żywą animację, film, być może też ze względu na książkę, którą Pani Lim napisała o Mulan, ktoś mądry mógł uznać, że ten pomysł chwyci. I również mam pewne podejrzenia, że tak dokładnie było. Chociaż jeśli nie, i faktycznie od początku miało być to nawiązanie do Mulan, to wątek na zasadzie “dziewczyna udająca chłopaka, w zastępstwie za brata” to dla mnie trochę za mało. Takich zabiegów w literaturze czy filmie było już przecież mnóstwo.

Last edited 8 dni temu by Welma
szymki
szymki
12 dni temu

“Mulan” jest chyba jedną z nielicznych bajek Disneya której tak do końca i dokładnie nie obejrzałam, pytanie: dlaczego? pojęcia nie mam. Podoba mi w opisie połączenie przeszłości z teraźniejszością, opowieści która mogła się wydarzyć z realnym światem. Ponieważ moje zdolności dot. krawiectwa są na poziomie “zaszyć dziurkę vel zszyć powierzchnię niedużą” lubiłam oglądać zmagania amatorskich krawców. I ciekawe może być połączenie tych światów na kartkach papieru.

Droga @Welmo jak zwykle książka ląduje na półce do przeczytania (choć sama nie wiem kiedy)… ale jak już chyba pisałam Twoje teksty są dla mnie światełkiem w tunelu, że może kiedyś dojdę do tego regału i zacznę czytać …
Pozdrawiam … cieplutko 🙂

Last edited 12 dni temu by szymki
Welma
8 dni temu
Reply to  szymki

Właśnie te opisy są dla mnie najmocniejszą stroną tej książki. Prawie zapominałam, że sama nadaję się jedynie do przyszycia guzika i oczami wyobraźni widziałam przepiękne hafty, które mogłabym stworzyć. Naprawdę działały na wyobraźnię.
Kochana Szymki życzę Ci w najbliższym czasie kilku chwil wytchnienia, które będziesz mogła bez przeszkód wykorzystać na jakąś lekturę! Niezmiennie będę polecać, a nóż czymś znowu Cię skuszę… <3

NiebieskaStokrotka
NiebieskaStokrotka
12 dni temu

Och, mam olbrzymi sentyment do animowanej Mulan, podobieństwo pierwszej połowy książki jest aż nadto widoczne, jednak te wszystkie wady, jakie opisałaś w powyższej recenzji, sprawiają, że nie jestem przekonana – bo właśnie taki niewykorzystany potencjał i nierównomiernie rozłożone opisy to coś, czego w powieściach przygodowych nie lubię. Jednak nie mówię temu tytułowi “absolutnie nie”.
Serdecznie dziękuję za recenzję, jak zwykle w punkt! <3

Welma
8 dni temu

Ja również i kiedy przeczytałam o możliwych podobieństwach rzuciłam się na tę pozycję bez zastanowienia. Nie wiem czy mój zapał nie zabił trochę ostatecznej przyjemności, ale na pewno sięgnę po drugi tom. Chociażby z czystej ciekawości czy autorka poprawiła trochę swój warsztat i może dla drugiego tomu będzie warto przejść przez pierwszy.
Jak zawsze dziękuję za komentarz <3 Serducho rośnie.

Alicja 8411
Alicja 8411
10 dni temu

Długo sie zastanawialam nad ta ksiazka,ciesze sie z twojej recenzji…bo wlasnie w tym momencie zdecydowalam ze ksiazka nie jest warta zainteresowania.Ciesze sie ze zamiast niej wybralam jednak “Gdybym miała twoja twarz”Frances Cha i “w swiecie iluzji”Elizabeth Lim – wlasnie opowiesc o Mulan.Akcja rozpoczyna sie w niej od pierwszego zdania i narazie nie zwalnia.Uwielbiam takie ksiazki,serdecznie polecam wlasnie ten tytul.I tak na marginesie,uwielbiam twoje recenzje:)

Welma
8 dni temu
Reply to  Alicja 8411

Dziękuję kochana, cieszę się, że znowu Cię tutaj widzę <3
Również jestem w trakcie “Gdybym miała twoją twarz” i jak na razie jestem zachwycona. Chyba opowiem o niej następnym razem.
Mam podobne wątpliwości co do “W świecie iluzji”, trochę się obawiam, że nie przypadnie mi do gustu, ale skoro polecasz to chyba przy najbliższej okazji się przełamię 😀

Panda321
Panda321
10 dni temu

Nie zgodzę się, aby ten świat w żaden sposób nie był związany z Dalekim Wschodem, bo jak dla mnie jest. Pewnie to zasługa oglądanych dram, ale ja ten świat wyobrażałam sobie jako mieszankę Chin i Korei, gdyż stroje opisywane przez autorkę, wygląd postaci, domy, a także pałac wyobrażałam jako mieszankę tych dwóch krajów (rzeczy które widziałam na ekranie dram historycznych) i z tego względu o wiele przyjemniej niż mogłoby się wydawać czytało mi się tą książkę i w końcu przydał mi się ten czas spędzony przy wielu produkcjach, bo pobudzał moją wyobraźnię coraz bardziej 😉
Książkę czytałam w tym miesiącu, ale przyjemnie było sobie znowu ją przypomnieć poprzez czytanie Twojej recenzji. Zgodzę się, że książka ma wiele niewykorzystanego potencjału, jak i ze wszystkim uwagami w twojej recenzji, również wolałabym, aby w książce było więcej o tym konkursie, podróży i żeby te sceny, w których Maia wykonywała misję były bardziej dłuższe a nie, jak np. w wypadku sceny na szczycie zaklinacza deszczu – wszysko na zaledwie kilku stronach. Książce na pewno by wyszło na korzyść gdyby była dłuższa.
Mimo tych drobnych wad, które w sumie jakoś szczególnie mi nie przeszkadzały, książkę oceniam pozytywnie i bardzo mi się podobała. Nie mogę się doczekać drugiego tomu. 🙂
Dziękuję za ciekawą recenzję, przyjemnie mi się ją czytało

Welma
8 dni temu
Reply to  Panda321

Ja miałam dokładnie takie samo wrażenie. Kiedy nasza bohaterka wyrusza w podróż po materiały na suknie trochę traciłam ten klimat, ale na konkursie oczami wyobraźni widziałam bohaterki chińskich dram w tych przepięknych strojach, jedwabiach, fryzurach, te wyszywane buciki, no rewelacyjne to było.
Fakt, że ten potencjał w tej książce naprawdę drzemał daje mi nadzieję, że do drugiego tomu nie będę miała żadnych zarzutów. Mam naprawdę ogromną nadzieję, że tak będzie. Myślę, że nawet gdyby miała więcej o 30 stron to już zrobiłoby ogromną różnicę i bawiłabym się jeszcze lepiej.

5 1 vote
Article Rating