Autor: Yōko Ogawa
Pierwsze wydanie: Sierpień 2003 roku, Japonia
Oryginalny tytuł: 博士の愛した数式
Rok wydania w Polsce: 2019
Nagrody literackie: Nagroda Hon’ya Taishō, Nagroda Yomiuri
Liczba stron: 192
Wydawnictwo: Tajfuny

Matematyka nie tak zła, jak ją malują

„Ukochane równanie profesora” autorstwa Yoko Ogawy jest wydaną w 2003 roku powieścią, która skradła serca Japończyków, stając się niekwestionowanym bestsellerem. Na jej podstawie powstał w 2006 roku również film o tym samym tytule. W Polsce możemy przeczytać tę książkę za sprawą wydawnictwa Tajfuny, które nie tylko przełożyło ją na nasz język, ale dodatkowo sprawiło jej tak piękną okładkę, że nie mogłam wyjść z zachwytu. Minimalizm w czystej postaci, czyli dokładnie to, co zawsze ujmuje mnie w ich publikacjach. Muszę przyznać, że długo zastanawiałam się nad zakupem „Ukochanych równań profesora”. Słyszałam dużo pozytywnych opinii na temat tej książki, która ma naprawdę wielu fanów, nawet wśród osób, które z literaturą japońską nie mają wiele wspólnego, ale odstraszały mnie powtarzane równie często dwa słowa: „matematyka” oraz „baseball”. W czasach szkolnych matematyka była moją największą zmorą i jest to jedna z tych rzeczy, z której cieszę się, że mam za sobą. Z baseballem również mam niewiele wspólnego, a moja wiedza ogranicza się tylko do jakichś przebitek z amerykańskich seriali dla nastolatków. Bałam się, że to nie będzie coś dla mnie, że nie zrozumiem, że umknie mi cała idea tej książki.
Nic bardziej mylnego!

O fabule

„Ukochane równanie profesora” opowiada historię młodej Gosposi, samotnej matki dziesięcioletniego Pierwiastka, która rozpoczyna pracę u starszego profesora matematyki. Gosposia jest kobietą prostą, słabo wykształconą, ale pracowitą i szczerą. W swoim życiu przeżyła naprawdę wiele i prawdopodobnie byłaby zbyt skromna, by przyznać, że jest przykładem naprawdę dzielnej kobiety.
Profesor – jak to starszy człowiek – ma swoje przyzwyczajenia, czasem też dziwactwa, ale poza tym wyróżnia się jeszcze jedną rzeczą: jego pamięć trwa tylko osiemdziesiąt minut. Mózg Profesora został uszkodzony w wypadku, który miał miejsce siedemnaście lat wcześniej. Mimo że staruszek doskonale pamięta wszystkie wydarzenia przed owym tragicznym dniem, niestety nie jest on świadom nowych wydarzeń, które miały miejsce na świecie. Jest to źródłem problemów dla naszej bohaterki, nie chce ona bowiem niepotrzebnie łamać serca Profesora, więc wymyśla pewien system, który pozwala uniknąć nieprzyjemnych sytuacji, mogących zburzyć świat staruszka. Towarzyszymy Gosposi w pierwszych dniach z Profesorem, kiedy to uczy się rytmu jego dnia oraz sposobu, w jaki powinna obchodzić się z nim z uwagi na wyjątkowe okoliczności swojej nowej pracy. Adaptacji na pewno nie ułatwia fakt, że codziennie rano staruszek jest przekonany, iż poznają się po raz pierwszy. Możemy również się przekonać, jak Profesor radzi sobie ze swoją ułomnością, na swój sposób starając się zapamiętać ważne dla niego momenty czy osoby (sposób, w jaki postanowił zapamiętać swoją nową gosposię i jej synka, jest absolutnie rozczulający).
W końcu kobieta znajduje z nim wspólny język, jakim jest jego ukochana matematyka. Dla Profesora jest ona sposobem radzenia sobie z rzeczywistością. Służy mu ona za powitanie ( zamiast „dzień dobry” zwykł pytać o numer buta czy datę urodzin), używa jej w sytuacjach dla niego stresujących czy niekomfortowych lub do przełamania pierwszych lodów. W drodze do serca Profesora nasza Gosposia ma również po swojej stronie syna, nazwanego przez mężczyznę pieszczotliwie Pierwiastkiem. Dzieci są równie bliskie sercu Profesora, jak równania, nie dziwi więc, że młody, rezolutny dziesięciolatek kradnie całą uwagę matematyka, kiedy tylko zjawia się w pokoju. Łączy ich niebywała więź, która wznosi się ponad fizyczne przeszkody i jest spajana przez ich miłość do baseballu. Chłopiec zdaje sobie sprawę z tego, że gdyby zniknął z życia Profesora, on następnego dnia nie wiedziałby, iż ktoś taki jak Pierwiastek w ogóle był obecny w jego życiu, ale nie staje im to na przeszkodzie w budowaniu naprawdę chwytającej za serce relacji.
Pokuszę się o stwierdzenie, że nigdy wcześniej nie czytałam książki, w której ktoś z taką miłością pisałby o liczbach czy równaniach. Dla osoby, która zawsze traktowała tę dziedzinę nauki jako zło konieczne, było to naprawdę niebywałe uczucie. Nigdy nie sprawiło mi większej przyjemności odkrywanie tajemnicy liczb i zakochiwałam się w nich na równi z naszą bohaterką. W „Ukochanym równaniu profesora” liczby są tak samo ważnym bohaterem, jak ludzie. Nabierają kształtów, kolorów i rumieńców. Zmieniają się, dobierają w pary i płatają nam figle. A my cieszymy się, mogąc gonić za nimi ramię w ramię z naszym niezastąpionym przewodnikiem Profesorem.

Podsumowanie

Początkowo za minus tej książki uważałam stosunkowo niewiele momentów poświęconych przypadłości profesora, jednak po lekturze zrozumiałam, że tak naprawdę nie powinnam uważać tego za wadę. Oczywiście, autorka przedstawia nam sposoby radzenia sobie Profesora ze swoją dolegliwością i trudów z nią związanych, ponieważ utrata pamięci Profesora nie jest jedynym jego problemem. Z racji swojego stanu nie jest on przyzwyczajony do kontaktów z ludźmi, od wielu lat prowadzi życie samotnika, a każdy kontakt ze światem zewnętrznym jest dla niego stresującym przeżyciem.
Styl autorki jest prosty i lekki, momentami miałam wrażenie, że płynę do przodu niesiona spokojną i leniwą prozą, czując na twarzy promienie słońca, a w tle cykanie świerszczy. Jest to zamierzona prostota, która pisarce wychodzi wręcz doskonale. Niepotrzebne są tutaj wielkie i wyniosłe słowa, żeby dotarło do nas piękno i czułość, którą chce się nam przekazać. Niestety, zbyt szybkie pochłanianie lektury może nas zgubić, gdyż jej prawdziwe piękno odkryjemy dopiero wtedy, gdy powoli zanurzymy się w tkany przez autorkę świat. Fabuła w sposób zamierzony jedynie muska pewne tematy, a Gosposia stosownie milczy, kiedy niewielu z nas potrafiłoby to zrobić. Książka zachwyca od pierwszych stron, a Yōko Ogawa za pomocą postaci Profesora pokazuje nam prawdziwy urok i harmonię tkwiącą w liczbach, skutecznie odczarowując matematykę w moich oczach. Muszę przyznać, że sama również próbowałam rozwiązywać zadania przydzielane Pierwiastkowi i Gospodyni przez Profesora i odczuwałam niemalże taką samą przyjemność i samozadowolenie jak nasza bohaterka. Tak rozpierała mnie duma, jakby to nie Pierwiastkową, a moją głowę czochrał Profesor, wychwalając mój spryt i spostrzegawczość.
Ta słodko-gorzka opowieść niesie ze sobą uniwersalne wartości, doskonale rozumiane w każdej szerokości geograficznej,  otulając i ogrzewając czytelnika od środka. Uważam, że jest to idealna lektura na letni czas.

Dlatego jeśli macie ochotę na piękną i wzruszającą historię, a do tego w japońskim klimacie, to nie pozostaje mi powiedzieć nic innego jak: CZYTAJCIE!

Moja ocena: 8/10

Przeczytaj inne artykuły tej serii:

Subskrybuj
Powiadom o
12 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Aniak
3 miesięcy temu

Bardzo dziekuje za recenzję. Lubie literaturę azjatycką chociaż zbyt często do nie nie sięgam. Dzieki tej recenzji zamierzam przeczytać “Ukochane równanie profesora”:)

Welma
3 miesięcy temu
Reply to  Aniak

Mam nadzieję, że w przyszłości będziesz sięgać po nią częściej 🙂

szymki
szymki
3 miesięcy temu

Opis mnie zachęcił, choć jak u Ciebie matematyka nie jest moim idolem i priorytetem życiowym 🙂 .
Ściągnęłam sobie książkę w PDF i postaram się przeczytać …
Dziękuję za zachętę….

reiaoki
reiaoki
3 miesięcy temu

Szczerze mówiąc, poprzednio czytana powieść pani Ogawy, “{Muzeum ciszy”, trochę mnie rozczarowała. Być może to nagromadzenie elementów fantastycznych,,nierzeczywistych miało na to wpływ… Ale że naprawdę trudno mi wybrzydzać nad literaturą japońską, przyznam, że i tak czytało mi się to całkiem dobrze. więc z przyjemnością sięgnę i po powyższy tytuł.
Ale największą przyjemnością jest dla mnie to, że na Dramaqueen objawił się oto skromny kącik literacki. Bardzo dziękuję i chętnie poczytam więcej recenzji, a może i sam coś napiszę, bo literaturę Dalekiego Wschodu (o zgrozo!!! 🙂 ) kocham jeszcze bardziej niż dramy! 🙂

Welma
3 miesięcy temu
Reply to  reiaoki

Myślę, że skoro “Muzeum ciszy” czytało Ci się w miarę dobrze, to “Ukochane równanie Profesora” dużo bardziej przypadnie ci do gustu! 😀

fankadramy
2 miesięcy temu

Miło, że na dramaqueen znalazł się kącik na recenzje literatury azjatyckiej. Ostatnio akurat udało mi się znaleźć tę książkę, przypadkiem. Pierwsza lektura pochodząca z dalekiego wschodu, Niedźwiedzi Bóg, poruszyła we mnie chęć do zgłębienia myśli i wrażliwości poetyckiej tamtego rejonu świata. Na szczęście nie skończyło się na rozczarowaniu.
,,Ukochane równanie profesora” zniechęcało mnie opisem oraz tytułem, z których wynikało, że wrócę do tego, z czym na dobre, dzięki Bogu, przyszło mi się pożegnać. Jednak, po krótkim namyśle udało się przełamać opory dziecięcego negowania świata liczb. Nie stwierdzę, że nagle zmieniła mnie ta książka, albo nic nie męczyła, były takie momenty, jak monolog profesora lub Gosposi o wzorach, gdzie dwukrotnie przyszło mi czytać jedną stronę. Jednak niezaprzeczalnie autorka zbudowała tu nie tylko więź między bohaterami, ale i włączyła do ich dyskusji również czytelnika. Udało mi się rozwiązać zadanie, może nie ma się czym chwalić, lecz żeby zrozumieć tłumaczenie profesora, wydawało mi się to ważne – a to uważam za plus.
Chciało się przewrócić kolejną stronę, poznać więcej, ale książka pozostawała za każdym razem w swej subtelności, Czasem wydawało się, że zaczynamy pędzić w kierunku wyżyn emocjonalnych, a nagle wszystko się tonowało. Jest to jednocześnie świeże, ale i troszkę rozczarowujące. Mimo zamkniętego zakończenia czuje się niedosyt, brak części układanki, który by dopełnił obraz wszystkich postaci. Oczywiście i tak przywiązanie do profesora sprawiło, że kilka łez pociekło.
Na pewno jednokrotne przeczytanie ,,Ukochanego równania profesora” nie wystarcza do całkowitego odkrycia, poznania tej lektury. Może uda mi się do niej kiedyś wrócić, ale na razie czekam na nowe perełki.
Oby więcej takich recenzji!

Welma
Welma
2 miesięcy temu
Reply to  fankadramy

Dziękuję serdecznie za opinię!
“Niedźwiedzi Bóg” jest od dłuższego czasu na mojej czytelniczej liście, więc może w końcu się za niego zabiorę.
Mam nadzieję, że w kolejnej recenzji zaskoczę cię czymś czego jeszcze nie czytałaś.

marysia70
marysia70
2 miesięcy temu

Przecierałam oczy ze zdumienia widząc ten nagłówek… Kilka razy sprawdzałam czy aby czegoś nie pomyliłam… Może mój wzrok i umysł mogą sobie ręce podać z opisanym wyżej profesorem???
Recenzja książki na DQ!!!
Welmo, skąd się wzięłaś kobieto?! Jakie niebiosa cię tu zesłały?Ja, maniaczka czytania, zafascynowana kulturą Azji (od tak dawna, że nikt jeszcze wtedy nie słyszał o Cesarzowej Ki ) jestem po prostu wniebowzięta!
Japońskie ukłony ślę w Twoim kierunku…
Dziękuję,kupię, przeczytam.

Welma
2 miesięcy temu
Reply to  marysia70

Serce rośnie kiedy czyta się takie komentarze. Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Mam nadzieję, że zakochasz się w Profesorze tak samo jak ja!

joreth
joreth
2 miesięcy temu

Książka ciekawa, choć do kultury i literatury japońskiej trzeba dojrzeć, bo nie jest łatwa w przekazie. Ogawę czyta się szybko, ale nigdy bezrefleksyjnie. Obecnie jestem na etapie czytania Murakamiego, a jak wiadomo jego albo się kocha albo nienawidzi.

Welma
2 miesięcy temu
Reply to  joreth

Z doświadczenia wiem, że literatura japońska szybko może odstraszyć. “Ukochane równanie profesora” na pewno nie jest książką do której można podejść bezrefleksyjnie, ale jest to pozycja którą śmiało polecam wszystkim, którzy chcą spróbować i nie zrazić się na początek.

marysia70
marysia70
1 miesiąc temu

“Nie wiedzieć kiedy ziemię pod naszymi nogami pokryła misterna koronka matematycznych wzorów” – nigdy nie myślałam, że można połączyć matematykę z poezją. Jest w tej książce jakiś taki japoński urok i spokój. Żałuję, ze nie umiem lepiej tego opisać…
Welmo, dziękuję! Gdyby nie Ty, pewnie nigdy ne trafiłaby do moich rąk…

0 0 vote
Article Rating